wtorek, 5 grudnia 2017

#31 Najważniejsze, aby w najgorszych chwilach mieć przy sobie przyjaciela ~długa historia

Życie jest takie… nieprzewidywalne. Na początku  jest usłane szczęściem, a kiedy dorastamy
 i pojawiają się problemy… dostrzegamy, jakie jest szare i okrutne. Po wielu latach, kłótnie
o zabawkę czy płacz z powodu nadmiaru obowiązków wydają się takie nierealne- w czasach dorosłości chciało by się mieć takie problemy… Gdy jest cały czas dobrze, zapewniam Ci,
że nadciągają te czasy złe- zbliżają się wielkimi krokami i czasami nie odchodzą, i zostają na dłużej…
I właśnie tak samo było ze mną i moim (już prawie byłym) chłopakiem, Arkiem.
Nasz związek był pełen zawirowań, choć nic na to nie wskazywało, że tak będzie…
Poznaliśmy się w barze, grał wtedy na gitarze wraz ze swoim zespołem, uśmiechnął się do mnie
w czasie występu, a po nim  poprosił o  numer telefonu. Niby zwykłe spotkanie, ale zmieniło moje życie…
Gdy zaczęliśmy się spotykać, poznałam jego prawdziwą twarz. Nie był milusi z wielkim serduchem, pozory mylą.  Miał przede mną wiele tajemnic, a do tej pory (choć minęło już
 5 lat) nie poznałam żadnego członka jego rodziny. Arek był tajemniczy, nieprzewidywalny, lecz pewnego dnia posunął się do tego stopnia nieprzewidywalności, że mnie pobił... za nieposłuszność.
Natomiast jego znajomi… ci to byli z innej bajki. Nazywali mojego (prawie byłego) chłopaka Wąs- od nazwiska, Wąsowski. To był jego znak rozpoznawczy, gdziekolwiek byliśmy, każdy znał „Wąsa”. Ja go tak nie nazywałam, ale reszta nie mówiła inaczej do niego.
Niestety mieszkałam u niego od 2 lat, przez co nie miałam własnego życia. Traktował mnie jak dziecko, jak swoją własność. Czułam się jak kura domowa z gromadką dzieci, choć dzieci nie mieliśmy…
Przez ostatnie lata Arek jest inny, choć zawsze był agresywny, to odkąd z nim zamieszkałam, był jeszcze gorszy.
Do dzisiejszego dnia zastanawiam się, jak mogłam z takim człowiekiem mieszkać, dzielić się życiem czy choćby łóżkiem i kubkiem!
Moi przyjaciele ciągle mi powtarzali, abym odeszła od niego, skończyła z tym popapranym życiem.
Ja jednak wiedziałam swoje- chciałam być na swoim, choć pracy jeszcze nie miałam
z powodu skończonych kilka miesięcy temu studiów. Musiałam odreagować po latach nauki, pisania pracy magisterskiej, sesji i całego stresu. Pracy nie szukałam, ale w niedalekiej przyszłości mam taki zamiar.
Od niedawna biłam się z myślami, czy postępuję słusznie, zrywając z Arkiem. W głębi duszy wiedziałam, że on nie jest dla mnie odpowiedni, jednak… wiedziałam, że nie będzie to normalna rozmowa ludzi rozstających się. Przed oczami przelatywały mi te przykre i te nawet miłe wspomnienia, których za wiele nie było.  Większość tych miłych było zamazanych przez te przykre- pełne bólu, kłótni i agresji.
Miałam dość i dziś nastał ten dzień- dzień, kiedy postanowiłam, że zerwę kontakt z Arkadiuszem.
                                                                       *
Jak zawsze z rana nie było już Arka. Nie czułam się szczęśliwa- bardziej zakłopotana, gdyż mogłam sobie wyobrazić, jak się zachowa, kiedy usłyszy, co chcę zrobić. Małżeństwem nie byliśmy, miałam prawo odejść. Lepiej późno, niż później.
Wkładając klucz do zamka mieszkania, czułam, że coś jest nie tak. I miałam rację, bo kiedy otworzyłam drzwi, on tam był. Arek przecież powinien być w pracy…
- Kogo ja tu widzę- uśmiechnął się i podszedł do mnie, zakładając mi kosmyk za ucho- Gdzie byłaś?- dodał bardziej uniesionym głosem.
- W sklepie- odparłam cicho, nie patrząc mu w oczy.
Chciałam z tym skończyć, natychmiast. Nie mogłam dłużej czekać!
 
„Ty udajesz, że nie widzisz, ja udaję, że nic nie czuję.”
- Tak pomyślałem…- odparł po chwili ciszy, brutalnie podnosząc moją brodę, abym spojrzała w jego przeszywające duszę wzrok- może byśmy pojechali gdzieś na weekend?- dokończył, uśmiechając się.
Kur*a, serio?! Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. Chyba musiał coś wypić i przez to mu się poprzestawiało w główce. Nie był taki, tylko raz byliśmy na wyjeździe, co źle wspominam…
„Jesteś tylko moja- syczał, kiedy gwałcił mnie już długo- To twoja kara, za rozmawianie
 z tym chłopakiem. Nie możesz tak się zachowywać, bo zapłacisz za to słono”
- Nie!- krzyknęłam, wyrywając się z jego objęć i odsuwając się na pół metra- Chcę to zakończyć,  nie chce tak żyć, rozumiesz? Nie na twoich warunkach, traktowana jak zwierzę  w zoo! Kiedy tak naprawdę pokazałeś mi, że mnie kochasz? Kiedy zrobiłeś dla nas jakiś posiłek albo zabrałeś mnie na nie? Nie chcę tego. Nie chce twoich pieniędzy, świadomości,  że mogę tu mieszkać, bo takie życie,  to jak żadne. Zrywam z Tobą- warknęłam ostatnie słowa i szybko pobiegłam na górę w zamiarze pakowania swoich rzeczy.
W pół drogi zatrzymał mnie swoim mocnym ściśnięciem mojego nadgarstka i zaprowadził
 do sypialni. Syknęłam z bólu.
- Nie pozwolę Ci na to, rozumiesz?! Ja tyle dla Ciebie poświęcam, a ty mi tak się odwdzięczasz? Zapłacisz mi za to, s*ko- mówił gniewnym tonem, a po tych słowach, zaczął brutalnie się do mnie dobierać. Całował mnie po całym ciele, przyciskając mnie do ściany. Łzy mi ciekły po policzkach, gdy rozbierał mnie i zaczął gwałcić.
Moja dusza umiera, ja nie potrafię sobie wybaczyć, że na to pozwoliłam. Moja godność znika tak szybko, jak się pojawiła. Chciałabym nie czuć, ale nie mogę, to nie takie łatwe.
Kiedy tracisz kontrolę, wszystko inne powinno znikać, ale tego nie robi- gdyż coraz bardziej się uwydatnia i staje się błahe i jednocześnie takie ważne. Moja dusza jest krucha, ale umiera powoli…

Przez jego rękę, która została przyciśnięta przez Arka na moich ustach, nie mogłam nic wykrzyczeć. Wykorzystałam chwilę jego nieuwagi i ugryzłam go w dłoń i zaczęłam wołać
 o pomoc- wiedziałam, że nadejdzie.
Chwilę potem słyszałam szybkie kroki na schodach i widziałam, jak Kacper wali w jaja mojego ex.
-Co nie masz odwagi na więcej, tylko walisz mnie  w jaja?- zapytał lekceważącym tonem Arek, udając, że go to nie bolało.
Kacper cały się gotował, miał się już na niego rzucać, ale się powstrzymał moim ostrzeżeniem.
Na całe moje szczęście- choć trudno mówić tu o szczęściu- nie byłam  naga, więc w takiej sytuacji zaczerpnęłam powietrza, a zaraz po tym  poprawiłam bluzkę i poprawiłam spódniczkę.
Kacper miał zaciśnięte usta w cienką linię i dał mi znak, abym jak najszybciej wyszła
z tego domu.

Wiedziałam, jak to będzie wyglądać, moi przyjaciele byli poinformowani o tym dniu- akcja nie zadziała by się tak szybko, gdyby nie ich pomoc. Nie wiem, co by się stało ze mną bez nich.
Gdy zbiegłam na dół cała zapłakana dostrzegłam mojego przyjaciela odwróconego tyłem
z zaciśniętymi pięściami.
-Adam!- powiedziałam rzewnie i zatrzymałam się tuż przed nim.
Odwrócił się i mocno mnie przytulił, trzymając jedną rękę z tyłu mojej głowy.
- Już jesteś bezpieczna- powiedział szeptem- Policja już jedzie.
Chwilę tkwiliśmy objęci, gdy mój przyjaciel wyswobodził się z objęć,  odblokował auto przyciskiem od kluczyka, otworzył mi  tylne drzwi, a sam usiadł na miejscu kierowcy.
Z tylnej szyby obserwowaliśmy, jak wyprowadzają zakutego w kajdany Arka, który krzyczał i się szarpał.
Chwilę później z domu wybiegł Kacper, usiadł obok Adama i złapał oddech.
- Dlaczego jest zakuty w kajdany?- wydukałam.
- Jest zamieszany w coś jeszcze. Tak mi powiedzieli- odparł Kacper, a po chwili dodał- Zostaje zatrzymany. Na razie nie wiadomo, na jak długo, ale musimy działać szybko.
Jutro odbierzesz swoje rzeczy. Zamknąłem dom- mówił szybko, patrząc na mnie przez lusterko.
Po swojej wypowiedzi,  podał mi moje klucze i uśmiechnął się do mnie smutno.
Gdy ruszyliśmy, Kacper odwrócił się ponownie do mnie i powiedział:
- Zatrzymasz się u Adama. Tak będzie najlepiej.
- Mam wolne- wytłumaczył się, zanim zdążyłam otworzyć usta.
Byłam im naprawdę wdzięczna. Cieszyłam się, że ich mam.
Adama jeszcze znałam z podstawówki- od tego czasu zawsze trzymaliśmy się razem i  mieszkaliśmy bardzo blisko siebie. W liceum to on robił najlepsze imprezy z profilu i to właśnie na jednej z nich, poznaliśmy Kacpra. Kręcił się wokół mnie, aż w końcu rozpoczęliśmy rozmowę.
Na początku myślałam, że mu się podobam, ale jego intencje poznałam później. Bardzo szybko połączyliśmy się w paczkę.
Niestety, Adam nie raz musiał wyciągać Kacpra z bagna, bo Kapi wpadł w towarzystwo narkotykowe, co dla nich skończyło się procesem, a dla mojego przyjaciela tylko nauczką do końca życia.
Adam nie był z tych, co wdawał się w bójki, ale zawsze był gotowy stanąć w obronie Kapiego, bo on nie zawsze sobie radził ze wszystkim.
Na szczęście na studiach było inaczej. Kapi studiował prawo, które skończył pomyślnie, dlatego teraz jest dobrze prosperującym się adwokatem.
Ja i Adam byliśmy na tym samym kierunku studiów- filologia angielska.
Uwielbialiśmy to oboje, ale to Adam był lepszy. Nie rywalizowaliśmy, uczyliśmy się razem
i dobrze wspominam ten czas.
- Kaja, wszystko w  porządku?- zapytał Adam, odwracając się na chwilę od kierownicy.
Jego twarz była pełna troski, gniewu i żalu. Jeszcze takiego go nie widziałam, a znam go tyle lat.
- Adam, przecież wiesz jak jest- odpowiedziałam szeptem, nie patrząc się na moich przyjaciół.
Westchnął ciężko. Wiedziałam, że się martwi, ale czasu nie cofnie. Stało się, a ja… jak zwykle to jakoś przetrwam.
Bo z nimi przetrwa się wszystko.
- Oddam auto rano- odpowiedział Kapi, kiedy wszyscy wysiedliśmy przed domem Adama.
- Od kiedy auto Adama jest waszym wspólnym?- spytałam zdezorientowana, patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Od wczoraj. Auto jest w naprawie- odpowiedział Kacper, łapiąc kluczyki od samochodu.
Spojrzałam ze zdziwieniem na mojego drugiego przyjaciela, bo nie mogłam uwierzyć,
że oddaje swoje ukochane autko, które nikomu nie dawał, kiedy on sam obok nie siedział.
Ten tylko wzruszył ramionami i zaprosił mnie do siebie.

- Chcesz coś zjeść?- spytał, podchodząc do lodówki.
Zdejmowałam moje buty, rozglądając się po mieszkaniu. Bywałam tu często, ale ostatnimi czasy nie było mnie długo, dlatego miejsce wydawało mi się całkiem nowe, jakieś odmienione. Nie pytałam się o to, bo wiedziałam, że tylko mi się tak wydaje.
W mieszkaniu mały salon był łączony z kuchnią, dlatego jak usiadłam na kanapie, widziałam mniej więcej, że jego lodówka jest średnio wyposażona.
- Przecież tam nic nie ma!- odparłam, prawie się śmiejąc.
- Sorry, ale ja nie jadam sałatek tak jak ty- droczył się ze mną.
- Nie chodzi o sałatki- odparłam trochę zbyt ostro, kiedy podeszłam do lodówki, gdzie nadal
 stał- z tego co masz, nie da się nic zrobić.
- To… co zamawiamy?- zapytał, wyjmując się z kieszeni telefon.
Oboje się zaśmialiśmy. Jak za czasów studiów.

Tego wieczoru nie rozmawialiśmy wiele, cieszyliśmy się swoją obecnością, a ja mogłam choć na chwilę zapomnieć o chwilach sprzed kilku godzin. Kiedy szykowałam się do spania, ogarnął mnie strach, że on może przyjść. Choć znałam jego położenie, znałam też jego znajomości i wyobrażałam sobie wiele scenariuszy, które sprowadzały się do jednego- wypuścili go i on dotarł do mojego tymczasowego miejsca zamieszkania. 
Nie spałam zbyt dobrze, dlatego musiałam wypić się z rana wielki kubek kawy, którą zwykle nie mam zwyczaju pić. Od razu po śniadaniu pojechaliśmy po moje rzeczy.
Przekraczając ten próg, emocje towarzyszyły mi te same, co dzień wcześniej, przez co nie mogłam ogarnąć trzęsących się rąk. Poinstruowałam Adama, aby zaczął pakować moje ciuchy, a ja postanowiłam zająć się resztą. Kiedy wyciągałam swoje talerze, sztućce i kubki, natknęłam się na ulubiony kubek Arka i bez namysłu go stłukłam. Adam zaniepokojony zbiegł na dół, nie wiedząc
o co chodzi i kiedy zobaczył moją „zbrodnię”, zaśmiał się.
- Jego najbardziej ulubiony kubek ze Star Wars- odparłam i wróciłam do pakowania.
Nie miałam zamiaru tego sprzątać, to nie było już moje mieszkanie.
Pakowanie i przenoszenie do auta zajęło nam około godziny. Dużo czasu zabrało nam szukanie po całym domu  moich płyt, zrywanie plakatów czy szukanie moich rzeczy typowo materialnych- laptop, kindle, mp4 i różnego rodzaju kabli i słuchawek.
Kiedy uporaliśmy ze wszystkim, zostawiłam klucze w doniczce (naszej skrytce) i oficjalnie pożegnałam się z domem, który w tamtym momencie wywoływał tylko same negatywne wspomnienia.
W domu Adama, choć zawsze czułam się dobrze, w tamtym momencie czułam się jakoś obca, niepotrzebna. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię albo uciec na koniec Polski, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
Mój przyjaciel wraz ze mną znosił rzeczy do dawnego pokoju Kacpra, gdzie teraz mieszkałam,
a kiedy już skończył uświadomiłam sobie, że potrzebuję czasu, aby to wszystko poukładać, choć wiedziałam, że nie będzie to takie łatwe.
- Chcę zostać sama- szepnęłam.
Kiwnął głową i uśmiechając się smutno, zamykając za sobą drzwi.
Kiedy rozglądałam się po pokoju widziałam, że nic się nie zmieniło od czasu, kiedy Kacper jeszcze tu mieszkał. Brązowe ściany, porozwieszany kartki z cytatami piosenek ulubionego zespołu, śmieszne zdjęcia z czasów licealnych, a nad biurkiem zapełniona tablica korkowa. Jedyne, co się zmieniło, to porządek, który nie pamiętał czasów poprzedniego lokatora.

                                                                       *
Płakałam tak głośno, że Adam mnie usłyszał i przyszedł z powrotem. Usiadł obok mnie i przytulił mnie.
- Nie będę obiecywał, że będzie dobrze- odparł cicho Adam- Ale mogę Ci obiecać, że będę przy Tobie, choćby nie wiem co.


                                                                       *
- Adam, wstawaj! Nie powinieneś być w pracy?- spytałam nieco zakłopotana.
- Co?- zapytał zaspanym głosem i spojrzał na ekran telefonu ledwo otwartymi oczami- Cholera!- krzyknął, wyskakując z łóżka- Popierdzieliły mi się dni. Mój urlop się skończył. Cholera!- powtórzył, a ja jeszcze bardziej się śmiałam.
Szybko się ubrał, zbiegając do kuchni, a gdy już zeszłam na dół, on połknął swoje śniadanie
 i próbował zawiązać krawat w pośpiechu.
- Daj no to- odparłam, nie mogąc patrzeć jak zniecierpliwiony próbuje wykonać tak banalną dla niego czynność.
Gdy już mu zawiązałam, oddaliłam się kawałek i zlustrowałam go od stóp do głów.
Miał ładną, błękitną koszulę, czarny krawat, takiego samego koloru spodnie, modne buty, a w ręce trzymał teczkę.
- Wyglądasz z tą teczką jak jakiś biznesmen- mówiłam przez śmiech.
Również się zaśmiał i odpowiedział:
- Jaki tam ze mnie biznesmen. Jestem skromnym tłumaczem, prostym człowiekiem- uśmiechnął się, schował lunch i zamknął swoją teczuszkę.
- Paaa!- krzyknął, kiedy wychodził z mieszkania.
                                                                                   *
- Co byś powiedziała, gdybym zaproponował Ci, że załatwię Ci pracę? Szef ostatnio wspominał, że chciałby kogoś nowego zatrudnić- odparł pewnego ranka Adam.
- Mówisz poważnie?- spytałam zdziwiona.
- Jak najbardziej- uśmiechnął się, odstawiając kubek do zmywarki- Rozerwiesz się i nie będziesz musiała szukać pracy gdzie indziej. Będziesz pracowała biurko w biurko ze mną.
- Brzmi nieźle. Możesz mnie umówić na rozmowę.
- Jasna sprawa.
Myśl o pracy złagodziła mój stres przed zbliżającym się procesem. Byłam wdzięczna Adamowi za troskę i oczywiście za dach nad głową. Wiedziałam, że będę zadowolona z tej posady, bo Adam zawsze tak dobrze o niej opowiadał. Już nie mogłam się doczekać, kiedy zacznę swój pierwszy dzień.
                                                                       *
Kiedy zeszłam na dół, Adam siedział z laptopem na kolanach przy kominku i coś zawzięcie pisał. Gdy mnie zauważył, przerwał pisanie i uśmiechnął się do mnie.
- Co tam, Kajuś?
Wzruszyłam ramionami i siadając obok niego zajrzałam mu przed ramię. Szybko przebiegłam wzrokiem po tekście i zauważyłam znane mi postacie i terminy.
- Piszesz
 4 wojnę światową?- zażartowałam.
Zaśmiał się i odpowiedział:
-Pamiętasz moje opowiadanie, które pisałem w liceum?
- No jasne, że tak. Czyli… piszesz kontynuację?
- Otóż to. Trochę się gubię, bo pozapominałem wiele kwestii, dlatego też trochę mi zajęło przypomnienie sobie wszystkiego i wreszcie zabrania się do tego.
- I kiedy mam oczekiwać rozdziału?
- Hmmm, myślę, że jeszcze w tym tygodniu, ale to się okaże- powiedział, gładząc ręką brodę.
Po chwili ciszy zamknął laptopa i zapytał:
- Jak się czujesz przed jutrzejszym?
- Nie najlepiej.
- Będzie dobrze, zobaczysz. Kacper się na tym zna.
- Wiem. Dobrze mieć takiego przyjaciela- odparłam.

-Będziesz zeznawać?- spytałam, kiedy już zaparzałam nam kawę.
Po wczorajszej rozmowie z Kacprem w jego kancelarii prawnej byłam spokojniejsza
i  wiedziałam, co mam mówić i jak. Dowiedziałam się także, co będzie wyciągane z Arka
i ze mnie. Czekał mnie ciężki dzień.
-Nie zmieniłem zdania. Jeśli mają cokolwiek się dowiedzieć, niech dowiedzą się wszystkiego- odparł.                                                                                                                                                                                               *                                                                                                                   
- Nazywa się pani Kaja Nowakowska, ma pani 25 lat i mieszka w Warszawie- czytała sędzina
 z mojego dowodu.
Arek już zeznawał, ale oczywiście nie przyznał się do ani jednego zarzutu, jaki mu postawiono, czyli handel narkotykami, molestowanie i… co mnie  najbardziej zaskoczyło- usiłowanie zabójstwa Piotra Wasilewskiego, najlepszego kumpla.
- Zgadza się, wysoki sądzie- odpowiedziałam pewnym głosem.
- Za składanie fałszywych zeznań przysługuje kara pozbawienia wolności, jest pani tego świadoma?
- Tak- powiedziałam zdecydowanym głosem.
Wiedziałam, że będę mówiła samą prawdę, nie chce ukryć niczego. On mi nic nie zrobi.
- Co pani robiła 23 maja o godzinie 14?
- Byłam w mieszkaniu oskarżonego, gdzie wcześniej mieszkałam- przełknęłam ślinę, moja warga zaczęła drżeć. Bałam się, że Arek zaraz wybuchnie, a ja nic więcej nie powiem- Tego dnia chciałam
z nim zerwać. Wyszłam na chwilę do sklepu, ale nie spodziewałam się jego w mieszkaniu o tej porze, powinien być w pracy- dodałam uspokajając się- Kiedy usłyszał, jakie mam zamiary, wściekł się. Zaczął rzucać przedmiotami, zaciągnął mnie siłą do naszej sypialni i całował wbrew mojej woli.
A potem..- zawahałam  się, nie chcąc o tym mówić- zgwałcił mnie. Kiedy krzyczałam, przyszedł na górę mój przyjaciel i prawnik obecny na tej sali, który czekał przed domem. Wiedział o tym, co chciałam zrobić. Poprosiłam, by czuwał razem z Adamem Dobrzańskim, moim przyjacielem. Gdy mój prawnik wtargnął do pokoju, oskarżony mnie puścił, pan Kacper Dąbrowski prawie wdał się
w bójkę z oskarżonym. Kiedy zeszłam na dół, był tam pan Dobrzański, który zadzwonił na policję. Chwilę później policja zabrała mojego byłego chłopaka, a ja zatrzymałam się u pana Dobrzańskiego.
Dzień później odebrałam swoje rzeczy z mieszkania.
- Dziękuję za odpowiedź- odparła pani sędzina. Spojrzała chwilę chyba na jakąś kartkę i chwilę później zapytała poważnym tonem:
-Jaki charakter miał związek pani i oskarżonego pana Wąsowskiego?
- Dość trudny. Na początku było miło, jak na początku każdego związku. W dniu naszego poznania nic nie wskazywało, że pan Wąsowski ma problemy psychiczne. Będąc z nim w związku dopiero później prawda wyszła na jaw.
- Co pani ma na myśli?
- Poniżał mnie w miejscach publicznych. Mówił mi, że jestem beznadziejna, nienormalna.
W domu krzyczał, że jestem dzi*ką- przepraszam wysoki sądzie za słownictwo, ale musiałam to powiedzieć.
- Rozumiem. Czy oskarżony bywał wobec pani brutalny?
- Tak. Uderzył mnie w twarz tylko raz. To było tego dnia, kiedy wróciłam do domu nad ranem po imprezie, gdzie byłam w wśród moich znajomych. Wściekł się, że go nie posłuchałam
i wyszłam bez jego pozwolenia. Tak było zawsze- nie pozwalał mi na wyjścia. Gdy broniłam licencjatu i poświęcałam mniej czasu na gospodarowanie wspólnym mieszkaniem, wściekał się.
 Po każdym takim incydencie miałam siniaki, które schodziły mi po 2 tygodniach. Wysoki sądzie, nie łatwo było to ukryć.
- Jak wyglądało wspólne życie w mieszkaniu oskarżonego?
- Mieszkaliśmy ze sobą 2 lata i przez ten okres praktycznie każdy dzień wyglądał tak samo. Pan Wąsowski wychodził z domu, jak jeszcze spałam, ja budziłam się godzinę później i szłam na uczelnię. Jak wracałam sprzątałam, gotowałam, a on wracał, zjadał obiad i znowu wychodził i wracał po 22, 23. Tak było zawsze.
- Nie podejrzewała pani, że oskarżony może być zamieszany w przestępstwa?
- Wysoki sądzie, oczywiście, że podejrzewałam. Nie wnikałam w jego życie. Wiedziałam, że tego nie lubi, kiedy wciskam nosa w nie swoje sprawy, dlatego żyłam w nieświadomości.
- Czy dostawała pani jakieś prezenty od pana Wąsowskiego?
- Nieliczne. Dostawałam róże na rocznicę naszego związku, ale to był jedyny prezent który od niego dostawałam. Nie dostawałam nic na urodziny, oprócz 23 urodzin, kiedy już byliśmy razem. Oskarżony uważał, że nie zasługuje na prezenty, dlatego ograniczał się do kwiatów.
- Jaki stosunek mieli pani rodzice do oskarżonego?
- Na początku pozytywne. Byli nawet zadowoleni, że poznałam takiego niesamowitego człowieka- powiedziałam sarkastycznie- z czasem zmienili zdanie. Chcieli, żebym z nim zerwała, nie widzieli
w nim potencjału, tak jak wcześniej. Nie słuchałam ich, a powinnam.
- Czy pani była z oskarżonym w związku o charakterze seksualnym?
- Tak, wysoki sądzie- powiedziałam te słowa, podnosząc głowę i patrząc w stronę sędziny- Oprócz pierwszego razu nie byłam więcej zadowolona.- Nie chce o tym rozmawiać-dodałam ciszej.
- Rozumiem. Czy wiedziała pani o pracy, jaką wykonywał oskarżony?
- Nie. Nigdy mi nie powiedział, czym się zajmuje, a byliśmy razem 5 lat. Zawsze omijał ten temat. Odpowiadał wymijająco, mówiąc, że lubi swoją pracę, ale nie może powiedzieć,
co robi. Później zaczęłam coś podejrzewać, choć nie znalazłam nigdy prochów w naszym mieszkaniu. Nigdy nie grzebałam w jego rzeczach, gdzie mogłyby się kryć środki psychoaktywne.
- Dziękuję za odpowiedź. Czyli pani nic nie wiedziała o spółce, w jakiej był pan Wąsowski?
- Nie. Dopiero dziś się dowiedziałam.
- Rozumiem. Czy wie pani kto mógłby należeć do grupy, w którą został zamieszany?
Arek patrzył z błaganiem w oczach, ale ja nie miałam żadnych skrupułów.
- Możliwe, że Piotr Wasilewski i brat oskarżonego, Marek Wąsowski.
- Rozumiem. Dziękuję, proszę usiąść na poprzednie miejsce.
Kiedy usiadłam, popatrzyłam na Arka. Wyraz jego twarzy mówił wszystko- budził strach przez wymalowany gniew.
- Zapraszam na salę świadka Natalię Kowalską- odparła kobieta mówiąc przez mikrofon stojący na jej biurku.

- Czy pani wiedziała, jaką pracę wykonywał oskarżony?- zapytała sędzina po wczesnym wywiadzie, jaki przeprowadziła ze mną.
- Tak, bardzo dobrze wiedziałam o handlu narkotykami, ale nie mieszałam się do tego.
- Rozumiem. Jak długo trwał pani związek z oskarżonym?
A co ta informacja do całej tej rozprawy?!
- 3 miesiące- odpowiedziała, zakładając kosmyk blond włosów za ucho, uśmiechając się sztucznie. Tleniona blondynka.
- Rozumiem.
Jej „rozumiem” zaczęło mnie wku*wiać.
- To już wszystko, proszę usiąść- odpowiedziała sędzina.
Nie powiedziała wszystkiego. Była prostytutką, a Wąs był jej jednym z klientów.
Gdy się  z nim spotkała, inni klienci już się nie liczyli. Był tylko on,  to Arek był jej źródłem utrzymania i niezrozumianą miłością życia. Gdy Arek się nią znudził, zostawił zabaweczkę
i złapał inną. A tą inną byłam JA.
Zeznania Adama,  były adekwatne do moich. Gdy zeznawał Kacper jako mój prawnik był przypieczętowaniem tej całej rozprawy. Miał dowody, o którym nawet nie miałam pojęcia- zdjęcia na którym miałam siniaki po pobiciach.
Po podsumowaniu, sędzina udała się na naradę. W zniecierpliwieniu czekaliśmy na jej powrót. Adam, widząc, jak bardzo się denerwuję, ścisnął moją dłoń i uśmiechnął się lekko. Wiedziałam, że mogę na nim polegać. Zawsze.
- Proszę wstać, sąd idzie- powiedział strażnik stojący przy ścianie od strony Arka.
Kiedy usiedli, sędzina oficjalnym tonem ogłosiła:
- Wyrokiem sądu, Arkadiusz Wąsowski za usiłowanie zabójstwa, handel narkotykami
i niepoprawny stosunek do Kai Nowakowskiej, dostaje karę 20 lat pozbawienia wolności
w zawieszeniu na 6 miesięcy.
Stuknęła 3 razy młotkiem sędziowskim i udała się do wyjścia.
Odetchnęłam z ulgą. Choć to było zawieszenie, byłam choć trochę spokojniejsza.
- Jest dobrze- szepnął Kacper, zabrał swoje manatki i razem udaliśmy się do drzwi wejściowych, gdzie czekał już Adam razem z Natalią.
- Dziękuję Ci, że się na to zgodziłaś- zwróciłam się do Natalii.
- Byłam Ci to winna. Musiał zostać ukarany.  Zasłużył sobie na to.
Kiwnęłam głową.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       *
Następnego dnia wróciłam do pracy. Aż do lunchu nie mogłam się otrząsnąć po wczorajszych przeżyciach, ale spędzony czas na przerwie z moim najlepszym przyjacielem, poprawił mi choć trochę humor.
Za to szef tryskał humorem, kiedy wparował do nas do pokoju, aby poinformować
o zbliżającym się terminie oddawania tłumaczeń dla ważnego klienta. Zastanawiający był ten nastrój naszego szefa, gdyż od dłuższego czasu (w sumie odkąd pracowałam, tylko raz był uśmiechnięty) wszyscy gadali o jego separacji z żoną. Najwyraźniej wszystko teraz ok, dlatego tez cieszyłam się,
że może poznam tą lepszą stronę mojego przełożonego.
- Ten nasz szef to ma niesamowicie dobry humor- rzuciłam, odrywając wzrok od ekranu komputera.
- Powodem jest kobieta- odpowiedział Adam, unosząc brew- Nie tylko jestem przekonany, ale o tym wiem. Cóż się dziwić, sam byłbym zadowolony, gdyby ktoś mi zrobił dobrze.
Szczęka mi opadła.
- Co masz na myśli?- zapytałam zaniepokojona i rozbawiona.
- Jak to co? Jego żona tu była. Jak się na nią spojrzało, wszystko było wypisane- czarno na białym,
- Ja pierdziu, nie wiedziałam. Poszczęściło mu się.
Zaśmiał się i odpowiedział:
- Kajuś, nie zajmuj się teraz życiem seksualnym naszego szefa, tylko wracaj na ziemię- do pracy- wskazał ręką na mojego laptopa- termin nas goni.
Pokiwałam ze zrezygnowaniem głową i zaśmiałam się. Adam wiedział zawsze, kiedy ma gdzieś się pojawić.
                                                                       *
- Ugh, dlaczego on mi to robi?- zapytałam, łapiąc się za obolałą głowę.
Wczoraj nieźle zabalowałam z koleżankami, a Adam chyba siedział w domu. Jak było słychać, humor mu dopisywał albo i nie, bo w sumie to nie wiedziałam, co może oznaczać tak głośno włączona muzyka. Kiedy weszłam, zdjął nogi z biurka (co nie miał w zwyczaju). Ogólnie sytuacja wydawała się dziwna.
- Czy możesz przyciszyć to AD/CD?- zapytałam na tyle głośno, aby przekrzyczeć muzykę.
A przynajmniej próbowałam.
- Boże, nawet nie umiesz tego dobrze wypowiedzieć. Co z Ciebie za przyjaciółka- odpowiedział żartobliwo-poważnym tonem.- AD/DC, Kajuś i tak mogę.
- Czy coś się stało?- spytałam, kiedy muzyka całkowicie ucichła.
- Nie, a co miało się stać?- zapytał zdezorientowany.
- Nie wiem po prostu, jak mam interpretować tą głośną muzykę.
- Po prostu jako głośną muzykę- zaśmiał się i zaczął znowu słuchać swój ulubiony zespół.


                                                                       *
-Spotykam się z kimś- rzucił Adam pewnego sobotniego ranka i wypił łyk kawy.
Oparty o blat w kuchni w błękitnej bluzce polo i ciemnych spodniach z żadnej strony nie przypominał chłopaka, jakiego znałam z czasów szkolnych. Zmężniał, spoważniał, ale nadal zachował swoje niepowtarzalne poczucie humoru, za które każdy go uwielbiał.
- No no, coraz bardziej się rozkręcasz- powiedziałam, uśmiechając się.- Jak ma na imię wybranka twojego serca?
-Ania- odpowiedział, nadal popijając kawę.
- Ładnie. Jak się poznaliście?- dopytywałam się.
-Na domówce u Kacpra, jakieś 2 tygodnie temu. Wcześniej miała chłopaka, ale niedawno zerwali. Wtedy była bez niego, bo Kacper i ten jej były się nie lubią. No więc jak zerwali, postanowiła do mnie napisać, bo miło nam się rozmawiało- wtedy na imprezie.
- A co z Kariną?
- Karina to przeszłość- odpowiedział cicho, odkładając kubek na blat- Była wspaniałą dziewczyną, ale… później zaczęło się coś psuć. Zaczęła mieć przede mną tajemnice, a na koniec dowiedziałem się, że zaczęła się spotykać z Robertem. Zdradził mnie najlepszy kumpel i kobieta, w której się zakochiwałem.
- Przykro mi.
Wzruszył ramionami i odepchnął się od blatu, po czym zajął miejsce obok mnie przy kuchennym stole.
- Kiedy poznam Anię?
- W najbliższym czasie- odpowiedział, uśmiechając się- Może zaproszę ją na obiad
w następny weekend.
                                                                       *
Tak jak zapowiedział, Ania pojawiła się w następną sobotę na obiedzie. Udało nam się chwilę pogadać na babskie tematy, a nowa dziewczyna Adama poleciła mi kilka dobrych kosmetyków. Wydawała się bardzo miłą, spokojną i wesołą dziewczyną. Adam był w nią wpatrzony jak w obrazek.
Bardzo byłam szczęśliwa, patrząc na niego, jak święcą mu się oczy, gdy Ania coś mówiła.
Miałam nadzieję, że coś z tego wyjdzie. Byłam przekonana, że to dobra dziewczyna dla mojego przyjaciela.
Wieczorem wpadł do nas Kacper, ciesząc się na widok Ani. Chwilę pograliśmy w gry planszowe,
a później Adam odwiózł swoją dziewczynę do domu.
- Pasują do siebie, no nie?- zapytałam, gdy sprzątaliśmy w kuchni.
- Co prawda, to prawda. Dlatego ją zaprosiłem na tą imprezę- odparł, puszczając mi oczko.
- Czyli jesteś swatką?- zapytałam się, a potem wybuchłam śmiechem.
Podałam mu talerz do wytarcia, a on także mi zawtórował śmiechem.
- Można tak powiedzieć. Nie chciałem, żeby był samotny. Przecież nic złego nie zrobiłem- mówił, podnosząc z rezygnacją ręce do góry.
Dobrze, że nie trzymał już talerza.
- Czy ja coś mówię?- odpowiedziałam, szczerząc się- Miło z twojej strony.
- Już mnie obgadujecie?- zapytał Adam, kiedy wszedł do kuchni.
- Stary, jakbym śmiał- powiedział Kacper, kładąc ręce na serce i przybierając poważną minę.
Odpowiedzieliśmy wszyscy śmiechem.
Jak dobrze jest mieć ich przy sobie.                                                                                                                                                          *
- Na pewno chcesz się przejść? Szybko wyskoczę do sklepu i zaraz będę z powrotem- zapytał
z troską Adam.
Wracaliśmy właśnie późnym popołudniem z pracy. Po tygodniowym urlopie mieliśmy wiele do nadrobienia. Nie chcieliśmy tego zostawiać na później, więc stwierdziliśmy, że zostaniemy dłużej, aby nadrobić zaległości. Byliśmy wyczerpani, dlatego postanowiliśmy wynagrodzić to sobie lampką wina, pizzą i dobrym filmem.
- Tak, przecież to tylko niecały kilometr stąd. Nic mi nie będzie, jestem dużą dziewczynką- zaśmiałam się.
- Dobra. Trzymaj klucze i uważaj na siebie- odpowiedział i podał mi klucze.
Wypięłam się z pasów i kiedy chciałam zamknąć drzwi od samochodu, zapytał:
- Wino białe czy czerwone?
- Jak wolisz. Dostosuję się- uśmiechnęłam się, puściłam mu oczko i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Minęło już prawie 6 miesięcy od rozprawy. Naprawdę wiele zmieniło się w moim życiu- byłam spokojniejsza, miałam stałą i dobrze płatną pracę, Adam był szczęśliwy i nadal spotykał się z Anią
i nawet Kacper zaczął się uganiać za jakąś panną. Ja także kogoś poznałam, co wychodziło mi na dobre. Dobrze wróżyłam tej znajomości i miałam nadzieję,
że moje przypuszczenia się spełnią.
Nie wiedziałam jednak, że niewinny spacer może zmienić tak wiele…
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, bo kilka metrów przede mną stał, nie kto inny,
jak Arkadiusz Wąsowski.
- Proszę, proszę, kogo ja widzę w ten piękny wieczór- uśmiechnął się złowieszczo, zbliżając się do mnie.
Przełknęłam ślinę. Dlaczego? Dlaczego muszę go teraz spotykać, kiedy wszystko mi się układa?
- Czzześć- wychrypiałam.
W moim gardle wyrosła tak wielka gula, że ledwo wypowiedziałam przywitanie z moim ex.
Gdy był wystarczająco za blisko, złapał mnie za podbródek na znak, abym na niego spojrzała.
Tak bardzo się jego bałam, więc chcąc nie chcąc wykonałam jego rozkaz.  Moja warga drżała, ale starałam się opanować. Wiedziałam, że powinnam niedługo go zaatakować, aby jak najszybciej uciec.
Jakby czytając mi w myślach, złapał mnie za nadgarstki i wyszeptał:
- Myślisz, że ci się to uda? Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo. Nie tak łatwo, s*ko.
Prawie łkałam.
- Dobra, co mam do stracenia- odparł, wyszarpując moje nadgarstki z uścisku i sięgając
 do kieszeni skórzanej kurtki.
Odszedł na pewną odległość i uśmiechnął się. Tę pewną rzecz schował za plecami, dlatego nie wiedziałam, co wyciągnął.
Wycelował we mnie pistoletem. Przełknęłam ślinę, a moje dłonie zaczęły drżeć.
- Nie, nie zrobisz tego. Masz za duży wyrok- wyszeptałam, patrząc na niego załzawionymi oczami.
Uśmiechnął się i dotknął  spustu.
- Najwyraźniej za dobrze mnie nie znasz- uśmiechnął się i strzelił w okolicę serca.
Moja dusza umiera, a ja… nie czuję nic.
 Robi mi się czarno przed oczami. Nie trafił prosto w serce, gdyż w ostatnich chwilach mojego życia słyszałam trzaśnięcie drzwi samochodowych, kogoś biegnącego w moją stronę, krzyk Adama, a na koniec ryk syren samochodu policyjnego.
Kiedy byłam szczęśliwa, Wąs ponownie wtargnął w moje życie, niszcząc wszystko, co udało mi się stworzyć. Nigdy już nie zrozumiem, dlaczego on mi to zrobił.
Byłam zabawką, jego własnością, a on był dla mnie ważny- aż za ważny, patrząc
z perspektywy czasu. Nienawidzę siebie za to, że na to wszystko pozwoliłam.
Żegnajcie przyjaciele…
Będę się Wami opiekować, gdziekolwiek trafię.
Będzie mi smutno bez Was.
Adamie i Kacprze,
dziękuję za wszystko.
Żegnajcie.




PRZYPADKOWI PRZECHODNIE MÓWIĄ,  ŻE POŻEGNANIE ADAMA Z KAJĄ, BYŁO NIEZWYKLE WZRUSZAJĄCE, KIEDY SKŁADAJĄC POCAŁUNEK NA POLICZKU KAI, SPADŁA JEGO POJEDYNCZA ŁZA.
KACPER BYŁ NA IMPREZIE NIEDALEKO MIEJSCA ZBRODNI. DOTARŁ, KIEDY KAJA BYŁA JUŻ  W WORKU, ALE DANE MU BYŁO SIĘ Z NIĄ POŻEGNAĆ…


Doniesienia policji- Broń Arkadiusza Wąsowskiego była ukryta w jego mieszkaniu pod panelami (na panelu stała komoda).


Joasia

czwartek, 18 maja 2017

#30! Ludzie nie płaczą dlatego, że są słabi. Płaczą, bo byli silni zbyt długo.

Nie byłeś obecny w moim życiu przez dłuższy czas.
I nagle się pojawiłeś
Nie wiadomo dlaczego i po co
Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam- pojawiłeś się po to, by zniszczyć mnie i moje życie.
Nie było mi do śmiechu,
ale Tobie owszem.
Nadal nie wiem, co mam ci powiedzieć,
kiedy mówisz „przepraszam”.
Co mam ci odpowiedzieć??
Że jest dobrze, że jest ok?!
Nie, nie jest.
Zrozum to wreszcie!
Odkąd ty się pojawiłeś, nie było dobrze.
Było cholernie trudno.
Pomieszałeś mnie z błotem…
Ale wiesz co?
Dzięki temu, choć to za duże słowo „dzięki”
Zobaczyłam, że jestem silna
Że dam radę, że dzięki wierze i nadziei na lepsze jutro…
wstanę na nogi i stanę się innym człowiekiem.
Dotarło do mnie, że 3 lata temu zamieniłeś się z kimś innym
Dla mnie lepszym...
Nadal jesteś obecny w moim życiu
Przychodzisz do mnie, kiedy chcesz
Wchodzisz bez pukania, bez słowa „Proszę, wejdź”
Niszczysz znowu mój kawałek życia
Ale wtedy pojawiła się ONA- lepsza wersja Ciebie.
Owa ona to SZCZĘŚCIE.
Zamieniła się z Tobą i bardzo dobrze, przyszła w odpowiednim momencie.
Mówiła, że mijała mnie nie raz, ale nie mogła nigdy mnie zatrzymać
Widziała, jaka jestem smutna, i właśnie 3 lata temu wreszcie jej się udało.
Moje życie dzięki niej wygląda inaczej.
Powiem Ci jeszcze jedno. ONA Cię zdradziła.
Opowiedziała mi wszystko- wszystkie powody, dlaczego tak postępowałeś.
Robiłeś to, bo wiedziałeś, że ONA przyjdzie.
Specjalnie gubiłeś mój trop, aby przyszła nieco później.
Jak mnie mijała, to wtedy na chwilę byłam szczęśliwa,
ale wtedy ty podkładałeś mi nogę i ….
znowu wracałam do punktu wyjścia.
A więc…
Drogi      ZŁY LOSIE
muszę Cię pożegnać.
MIŁO BYŁO, ale nic nie trwa wiecznie.

czwartek, 11 maja 2017

Powracam? Dlaczego mnie nie było?

Hej, hej!
Jest tu kto?
Wiem, wiem, jak patrzę na datę ostatniego postu to dłuuuuuuuuuugo mnie nie było.
Wstyd mi bardzo z tego powodu, ale wiem, że nawet moje poniższe tłumaczenia nie usprawiedliwią mojej nieobecności.


A więc... moim pierwszym powodem i najważniejszym, była sytuacja życiowa, w jakiej się teraz znalazłam. Przygotowania do matury, stres, nauka, nauka, nauka i w końcu matura. Został mi jeszcze jeden egzamin ustny i jestem wolna!! :)
Drugim powodem było brak weny... Niestety, najczęściej na okres jesienno-zimowy cierpię na brak weny twórczej, ale na przyjście wiosny przychodzi mi masę pomysłów, a czasem same przychodzą mi w niespodziewanych momentach do głowy! :)
Czy jest trzeci? Hmmm, tak. Brak chęci i jakiekolwiek motywacji, czasem nawet wyrzuty sumienia, że będę robić coś, co nie powinnam- czyli pisać, zamiast się uczyć. SŁABA wymówka, no nie?

Jeśli chodzi o tłumaczenia winnego, to już chyba koniec. Teraz kilka spraw organizacyjnych!
1. Cykl "Życie to kreowanie siebie" jak najbardziej będzie kontyuowany. Nie wiem, dokładnie, kiedy pojawi się część o liceum, ale wiem, że będzie podzielona na kilka części.
2. Kiedy coś nowego pojawi się na blogu?
Planuję coś wstawić na 18 maja, kiedy już będę po ustnym angielskim, który mam 17. Możliwe, że to będzie wiersz.
3. Co jeszcze z nowości?
Hmmm... mam zamiar stworzyć cykl porad- związanych ze wszystkim, co mi przyjdzie na myśl. Tematyka najczęściej psychologiczna, bo trochę się tym interesuje ;)
Będzie oczywiście dużo wierszy, a opowiadania... na pewno nie tak ckliwe, jak poprzednie, raczej mam inny pomysł.

No to na tyle. Czekajcie na 18 maja, a na pewno się pojawię! :)
Pozdrawiam,
Asia

środa, 24 sierpnia 2016

#29 Życie to kreowanie siebie- Gimnazjum, czyli moje próby walczenia z nieśmiałością


Podstawówka już za mną. Uff.
Teraz gimnazjum.
Nowi ludzie, nowa szkoła. Nie przerażało mnie to aż tak bardzo, pomimo tego, że niewiele osób
 z mojej klasy szło tam, gdzie ja.
Ja wybrałam gimnazjum nie to najlepsze-  tylko te, co blisko.
Po co miałam kombinować?
To tylko gimnazjum. Inne, bardziej znane, było dla mnie straszne, a przynajmniej nie czułabym się tam dobrze. Ja po prostu to wiedziałam, czułam to- że chcę iść do Gimnazjum nr 6.
Okey.
 Wrzesień nastał, szłam z moją koleżanką na rozpoczęcie roku szkolnego. Dumna, że idę do gimnazjum, szczęśliwa, że poznam nowe koleżanki, nowych kolegów, nowych nauczycieli.
Ciekawa nowych zagadnień, przeżyć, przygód, a może upragnionej przyjaźni?

1 klasa była próbą, poznawaniem siebie nawzajem, zdobywanie nowych relacji, sporo nauki,
ale nadal… ta NIEŚMIAŁOŚĆ
.

Ona mnie zabijała. Nie pozwalała mi cokolwiek powiedzieć, wyrazić swoje uczucia, odmówić czegoś, zrobić coś na swoje możliwości. Była moją ścianą, przez którą ludzie przenikali, ale nie potrafili jej zburzyć, by mnie wydostać.
Jeszcze te docinki moich kolegów „O, Asia się odezwała”, a Asia to a Asia tamto.
Z  niektórych się śmiałam, ale tak naprawdę mnie wkurzały i powodowały blokadę do otwarcia się.
Było już tak do końca gimnazjum.
Nie pamiętam zbyt wiele co się działo w 1 klasie, ale wiem, że wracałam do domu radośniejsza,
 bo zawsze koledzy z mojej klasy wygłupiali się na lekcjach, że nie dało się nie śmiać czy mieć złego humoru. Poprawiali humor, atmosferę, życie zdawało mi się jaśniejsze, niż kiedyś.

Czasem czuje, że już to 3 klasa i się rozstajemy, a ja żałuję, że czegoś nie robię.
Potem wiem, że będę żałować.

Nie wszystko było takie kolorowe.
Nie potrafiłam się cieszyć z każdej chwili, miałam wrażenie, że nawet jak coś działo się dobrego,
nie potrafiłam z tego czerpać radości.

2 klasa- TEJ NIE ZAPOMNĘ DO KOŃCA ŻYCIA.
W swoje 15 urodziny się zakochałam. Tak po prostu.
Jako nastolatka widziałam go w superlatywach, każdy gest wykonany w moją stronę był dla mnie radością, szczęściem i nie wiem czym jeszcze.
Po miesiącu mu powiedziałam, a więc nie było już tak różowo…
„Zakochałaś się w takim brzydalu?”
Sama tłumaczyłam sobie, że jak on nie będzie czuł tego samego, co ja- to nie będę się tym przejmować czy płakać.

„Na jego widok już mi nie bije szybciej serce, tylko raczej ogarnia mnie smutek. 
Bo (prawdopodobnie) po tym „wyznaniu miłosnym” on mnie znienawidził.”

O tym, że się w nim bujam wiedziało kilka zaufanych mi  osób.
W 3 klasie jednak ktoś rozpuścił tą wieść i wiedziała praktycznie cała klasa.

„Jeśli chodzi o Niego zrozumiałam, że nigdy nie będzie  tak jak Dawniej. Jest ok. Czasem się odezwie, a tak to jest jak zawsze. No trudno. Nadal chwilami czuje się podle… to mnie przytłacza.
Ale się trzymam…- to najważniejsze.”

Czy nie byłoby ci przykro?
Bo mi było, nie wiecie jak bardzo mi było przykro  i wstyd, bo dorastająca młodzież uwielbia docinki-jak się uczepi człowieka, to już nie puści.
W 3 klasie za to już ta relacja pomiędzy nami była lepsza- wracaliśmy ze szkoły razem,
a on pochwalał to, że się otwieram, co mi schlebiało. Bo kto nie lubi dostawać pochwał?
Uważałam za słodkie, że jako jedyny nazywał mnie Dżoana czy Joanna. Zawsze lubiłam swoje pełne imię, ale było za długie, by je wypowiadać..
Zakochanie mi szybko przechodziło, bo odkąd on wiedział, ja uświadamiałam sobie,
że nic z tego nie będzie.
Od niego nauczyłam się luzu, pewności siebie i próbowałam wprowadzać więcej radosnego podejścia do życia, jakie miał on.

Teraz z biegiem czasu, wiem, że nie pasowalibyśmy do siebie. Skończyło się dobrze,
a ja nie żałuję tych rozmów, słów i gestów, które wykonałam przez te 2 lata w stosunku do niego.
To była życiowa lekcja, którą będę się kierować w przyszłości. : )


Chodziłam także na chór. Miałam solówki, których także nie zapomnę nigdy, bo mogłam się wykazać, a to co kocham nie bałam się pokazywać na światło dzienne.
Po kilku godzinach ćwiczeń  i wypracowaniu sposobów na tremę dawałam radę i nie sprawiało mi to  jakiegoś wielkiego problemu.
Uczęszczałam także na wolontariat do schroniska dla psiaków. Chodziłam z nimi na spacery, głaskałam je przez kraty, które mają w kojcach. Uwielbiałam to robić.
Pomagając im, rosło mi serce- stawało się bardziej wrażliwe i dobre.
Nigdy, przenigdy nie patrzyłam obojętnie na zły los kogokolwiek.

A skąd pojawiło się pisanie, mój blog? No?
Pewnego dnia mój brat namówił mnie, aby założyła sobie konto na znanym portalu (teraz już nieistniejącym) kotek.pl- na początku był przydatny tylko do komentowania blogów innych dziewczyn, no ale dobra, przyda się. Tak mocno mnie to wciągało i fascynowało, że stwierdziłam:
„Czemu ja nie mogę mieć bloga?”       Nie pamiętam, jak na początku się nazywał, ale wiem, że jakoś inaczej, bo nad nazwą trochę myślałam, niestety nie mam tego posta, gdzie pisałam o tym,
skąd się wziął pomysł na nazwę, bo takowy się  wtedy pokazał.
Jak byłam samotna, to ciągle siedziałam nad kartkami czy komputerem i wklepywałam swoje imaginy- wymyślone historie, które kończyły się happy endem i można było rzygać tęczą od tej miłości, ale cóż- takie miałam wyobrażenia, w końcu 15 lat, co ja mogłam wiedzieć o życiu?
 Większość z nich mam na komputerze, śmieje się  i  jak je czytam pytam sama siebie:
 „Co ja miałam w głowie?”
A z resztą niektóre z nich przerobiłam i możecie je przeczytać na blogu, serdecznie zapraszam. ; )
Fenomenem było to, że dzięki dużej aktywności nagle pojawiłam się w TOP 100 najlepszych blogów.
To był szok i niedowierzanie, a jak już zaczęłam przesuwać się bliżej i znalazłam się
w końcu na 1 miejscu to nie mogłam uwierzyć własnym oczom.

Co z tego, że koledzy się śmiali (PRZECIEŻ BYŁY O ONE DIRECTION), ktoś inny mnie doceniał!
Poznałam kilka osób wtedy, ale nie mam z nimi kontaktu teraz- wtedy wspierałyśmy  siebie nawzajem, komentując, polecając itd.
Po jakimś czasie to już nie było hobby, stało się pasją, w której raczkowałam,
robiąc błędy i postępy.

Ta pasja pomagała również w szkole, polonistka pochwalała moje prace, a ja czerpałam radość nawet
z pisania rozprawek.
Mój nauczyciel od geografii, który pisze wiersze zaraził mnie zainteresowaniem do wierszy i ogólnie do pisania ich, co wykonałam dopiero po wyjściu  z tej szkoły.  Mam jego książkę z wierszami
i uwielbiam tą grę słów, którą stosuje, nad którą trzeba się zagłębić, by zrozumieć.
Ja tak samo stosuję metodę bawienia się słowami, ukrywania sensu wiersza, bo to jeden ze styli, które wykorzystują pisarze.
Tutaj tego pana blog:
http://bialafabryka.blogspot.com/

Niestety nadal miałam problemy z wf-em. Nie miałam cierpliwości do siatkówki, z biegania nie byłam dobra, to nie był mój ulubiony przedmiot i w liceum mam tak samo. Na szczęście się poprawiło,
ale myślę, że zapamiętam te godziny jako zmorę całej edukacji.
WRACAJĄC…
W styczniu w pamiętniku pojawił się wpis, zapowiadający zmianę, która miała mnie wiele kosztować pracy:

„Postanowiłam być bardziej otwarta i bardziej pewna siebie.
A najważniejsze: walczę z nieśmiałością.”

To wtedy zdecydowałam zrobić sobie drugą dziurkę w uchu.
To był dla mnie
znak odwagi- otwarcia nowej karty
 i zamknięcia tego, co było wcześniej.

Może wszystko się zmieni?? Zmiana dobrze mi zrobi, może będę bardziej śmiała?  Czas pokaże...

3 klasa- test gimnazjalny, następny etap do zamknięcia.
Wróciłam do szkoły z krainy nudów, jak nazywałam każde wakacje.
W domu jak zwykle się zanudzałam do granicy swoich możliwości, tęskniłam za uczniowskimi obowiązkami.
Tak WIEM, to dziwne, możecie myśleć sobie co chcecie, ale ja zawsze lubiłam chodzić do szkoły.
Nie zmienię tego! Tak było, jest i będzie. Szkoła to dla mnie jak drugi dom- przecież w roku szkolnym spędzamy stety albo niestety większość swojego czasu, zgadza się?
Odkochiwałam się, próbowałam się otwierać na otaczający mnie świat.
Moim mottem, którym się kierowałam było powiedzenie:
 I FIGHT TO THE END- WALCZĘ DO KOŃCA.
I pomimo wszystko tak było.
Jednak gdy zbliżały się wielkimi krokami testy gimnazjalne i czas na podjęcie decyzji, gdzie dalej kontynuuję naukę, wpadłam w DEPRESJĘ.
To nie była taka typowa depresja. Nie, nie, nie.  
Były po prostu tygodnie, gdzie porzucałam wszystko, co lubię, co było moim codziennym rytuałem, bo nie widziałam w tym sensu.
Po co ja słucham muzyki, jak ona mnie nie uszczęśliwia?
Po co rozmawiam ze znajomymi, jak nie potrafię się otworzyć?
PO CO??
Nie spałam po nocach. Tak bardzo przejmowałam się opinią innych, przeżywałam, to co będzie,
jak się obudzę.
Byłam w takim towarzystwie, który z jednej strony podtrzymywał mnie przy życiu,
a z drugiej niszczył poczucie swojej wartości, a czasem psuł nastrój na kilka dni…
Nie było to normalne. Na szczęście mama zawsze mnie wysłuchiwała i dawała rady, pocieszała mnie.
Słowa, które padały z ust mojej paczki niekiedy bolały. Były ciosem.
Lubicie mnie czy udajecie? Mówicie poważnie czy jednak wytykacie palcami, tak jak teraz?- takie pytania nie wyszły z moich ust-ale teraz chętnie w takich sytuacjach, jakie były-bym je wypowiedziała.
 Byłam u psychologa.
„ To, że jesteś tajemnicza to wzbudza ciekawość innych ludzi”
Ta wizyta wiele mi dała. Co z tego, że wiele osób mi tłumaczyło, mówiło- możliwe, że to samo, co pani psycholog, jak ja chciałam usłyszeć pocieszające  słowa od osoby obcej? Myślę, że te słowa lepiej zadziałały, niż jakiekolwiek inne.
                                           WPISY Z PAMIĘTNIKA

W. wywinął plecak na drugą stronę i spakował go, ubrał w bluzę. Oczywiście R. (właściciel plecaka) nie było. Gdy R. wrócił był taki buz! Pan się pyta, gdzie ma historię. Klasa ma większy buz! Ja się popłakałam ze śmiechu. R., gdy znalazł plecak powiedział: „Wcale mnie to nie rusza”.- haha, pamiętam to jak dziś
J


W czwartek byliśmy umówieni z panem od historii i z moją wychowawczynią na wycieczkę rowerową. Nikt nie wiedział, gdzie jedziemy. Prawie każdy się pytał: „Proszę pana, a gdzie jedziemy”. A pan: „Nie wiem” (z uśmiechem na twarzy).
Jak mógł nie wiedzieć, jak miał prowadzić całą wycieczkę??
Dojechaliśmy do celu. Pan trochę opowiadał nam trochę o tych bunkrach… Chłopaki weszli na górę po schodkach i się ganiali [ah, te dzieci :D. Szliśmy ciemnym bunkre, ja trzymałam przed sobą latarkę. Nagle Adam, kolega z klasy, przestraszył nas. Dziewczyny podskoczyły i zaczęły piszczeć, a ja się śmiałam.
Mieliśmy czas dla siebie. Poszłam z Adamem i D. na bunkry. W pierwszym były stosy śmieci,
a w drugim było ciemne pomieszczenie i schodki w dół. I różowy króliczek-maskotka.- ahh, to były czasy.

Najpierw zakończenie roku zaczęło się na boisku za szkołą. Było gorąco, ale staliśmy w cieniu. Rozdawali tam nagrody za różne osiągnięcia. Później poszliśmy do sali i pani rozdawała świadectwa. Przy moim powiedziała, że liczy, że za rok świadectwo z paskiem (czerwonym oczywiście : ))

Dziś ostatni dzień wakacji. Te wakacje były raczej udane. Teraz zobaczę moją zajefajną klasę.

Zaczynam nowy rok 2013 z czystą kartą. Sprawę z zakochaniem zostawiam za sobą. 2013 będzie (musi być) jeszcze lepszy. Ten rok był dobry.

8 marca, dzień Kobiet. Chłopaki zabrali nas z tej okazji ponownie do pizzerii. Mieliśmy później podziękować, na trzy cztery, ale nam się nie udawało. W końcu powiedzieliśmy chórem „Dziękujemy”.
Chłopaki: Ale się wysiliły
M.: W imieniu chłopaków życzymy wszystkiego najlepszego
Wychowawczyni: Dodajcie coś od siebie
F.: Wszystkiego najlepszego, zdrowia i dalej nie mam pomysłów.
Ale od 2 lat była zawsze przy mnie Ewelina, moja pierwsza i najlepsza przyjaciółka. Ta przyjaźń dawała mi nadzieję na lepsze jutro. To jej mogłam się zwierzyć, to z nią mogłam gdzieś wyjść, pośmiać się. Taką przyjaźń, jaką zdobyłam od niej to był najcenniejszy skarb.

W 3 klasie zaczęłam razem z moją paczką spotykać się po szkole. Było spoko, ale nigdy nie potrafiłam się otworzyć, wygłupiać się jak one. Nie raz mi wytknięto, że nie powinnam być taka spięta. Ale co ja na to  mogłam poradzić, że nie potrafiłam tego zrobić?

Oczywiście, nauka szła mi jak zawsze dobrze. W 3 klasie harowałam na to, by zdobyć swój upragniony pasek na świadectwie, jak najlepiej napisać test gimnazjalny… Chodziłam na kółka, korki, dużo siedziałam przy książkach, co trochę męczyło, ale na szczęście szybko widziałam efekty mojej pracy.

Wiara w Boga odgrywała także dużą rolę w moim życiu. Modliłam się o lepsze jutro, a potem chodziłam regularnie i ponad to, aby dostawać podpisy potrzebne na bierzmowanie. Wierzyłam, że się uda, że Bóg będzie mi towarzyszył, ale czasami robił mi takie figle, że byłam zła, że nie spełniają się moje modlitwy.

Testy gimnazjalne były dużym stresem i sprawdzianem, co się nauczyłam do tej pory. Nie poszły mi najlepiej, ale z wyniku z j. polskiego, j. niemieckiego i matematyki byłam bardzo zadowolona.
 Moja praca opłaciła się i zostało mi tylko czekać na odpowiedź ze szkół.

Koniec roku szkolnego. Koniec tej męki, początek czegoś nowego. Nie wiedziałam, jak to będzie. Znów szłam sama do swojej szkoły, niepewna, czy dostanę się do wymarzonej szkoły, klasy,
czy zdobędę nowe przyjaźnie.
Płakałam. Bo niekiedy były takie chwile, które wywoływały u mnie uśmiech.
No i upragniony pasek. Byłam szczęśliwa, że udało osiągnąć mi się cel- odejść ze szkoły
z świadectwem z wyróżnieniem.

Jednak to, co wydarzyło się potem, roztrzaskało moje serce na milion kawałków.
Mój Bary. Mój kochany owczarek niemiecki, który był moim najwierniejszym przyjacielem odszedł.  Zamknął rozdział, którym było gimnazjum.
Jak mogłam normalnie funkcjonować, gdy jego nie było u boku? Zawsze kładł swój kochany łeb na moich kolanach, uwielbiał być głaskany, grać w piłkę. Gdy go już nie było, nie było tak jak dawniej. Musiałam jakoś przeżyć, ale wakacje nie były już takie wesołe jak wcześniej.


Uświadomiłam sobie- że jak nie zawalczę o siebie w nowej szkole, to nigdy więcej tego nie zrobię
i będzie mi ciężko w dorosłym życiu. Postanowiłam spróbować. A czy się udało? Czy potrafiłam przełamać swoje lęki, walczyć każdego dnia, nie przejmując się opinią innych?
 Tego dowiecie się w kolejnej  części.

Do wszystkich, którzy mi coś wytykali:
Ja NIE ZAPOMNIAŁAM, ani NIE WYBACZYŁAM- I NIGDY TEGO NIE ZROBIĘ.
 Ja ZAAKCEPTOWAŁAM PRZESZŁOŚĆ. I wiecie co? Bardzo dobrze mi z tym!