wtorek, 29 października 2019

#34 "Kochała, ale porzuciła. Kochał, ale musiał porzucić. Nadal boli i nadal kocha" cz.3 (ostatnia)


                                                        
Z góry przepraszam, że tak krótko, ale myślę, że to wystarcza, aby dopiąć te opowiadanie :)
---------------------------------------------------

                                                                          
*

Zapalam znicz i czytam napis na nagrobku:
“ MIŁOSZ ZALEWSKI
ŻYŁ LAT 30
ZM. 31.10.2014
NA ZAWSZE W NASZYCH SERCACH”

Jak szybko to minęło... Tak bardzo mi go brakuje. Było mi go żal, tak młodo umrzeć na taką chorobę. Miał raka wątroby, walczył 4 lata.
-Witaj brachu- wzdycham i siadam na ławeczce.- Chciałbym Cię uścisnąć, pójść do Ciebie, wypić z Tobą piwo- śmieje się- Jak wiesz, Maja mnie zdradziła. Minęło już sporo czasu- prawie 4 miesiące. Nadal coś do niej czuje. Nie wiem, czy umiem jej wybaczyć- a ty co byś zrobił gdyby to była Natka? Tak bardzo ją kocham i nie lubię jednocześnie. Tak wielkie miałeś szczęście- miałeś wspaniałą żonę. To cudowna kobieta, potrafi postawić do pionu- z resztą sam wiesz. Tak bardzo mi Ciebie brak. Byłeś moim najlepszym przyjacielem i zawsze będziesz. Trzymaj się tam na górze- kończąc z nim tą rozmowę patrzę w niebo i wstaje  z ławki.
Spoglądam jeszcze raz na zdjęcie- jak zawsze uśmiechnięty. Uśmiecham się ponuro i idę
w stronę wyjścia z cmentarza.
Czuję się rozdarty- z jednej strony chciałbym zacząć na nowo i jej wybaczyć. Z drugiej, czuję, że sam bym siebie oszukiwał i nie umiałbym tak żyć. Jestem takim człowiekiem, który nie zapomina, ale potrafi wybaczyć.
Czuję, że jakbyśmy byli dla siebie stworzeni- zawsze tak było… Nie wiem, co myśleć, co postanowić, to zbyt trudne. Chciałbym postanowić raz, a dobrze- i nikt nie może mi w tym pomóc, oprócz Mai.
Brakuje mi jej ciepła, energii, szaleństwa. Śmieje się, gdy wyobrażam sobie, jej szalone pomysły.
Potrafiliśmy wyjść o 3 w nocy z domu, kupić wino, pójść nad rzekę, śpiewać i tańczyć, nie patrząc na reakcje innych.
Jesteśmy młodzi- wtedy też byliśmy, ale czuję, że bez niej się postarzałem. Nie jestem tak rozrywkowy, jak ona, ale przy niej tego chciałem. Wręcz to dzięki niej taki się stałem.
Mówi się, że znalazło się drugą połówkę i ja czuję, że właśnie znalazłem- dlatego, gdy jej zabrakło, czuje się niepełny, zagubiony, smutny, przygnębiony.
Cierpię. Jak nigdy dotąd. Wyszedłem z tej mantry rozpaczy, zapominania w alkoholu, chwilowych przygodach i bałaganie, który był nie tylko w sercu, ale także na co dzień.
Znam Maję nie od zawsze, ale mam wrażenie, jakbym ją znał od początku. Wiem, że to ta jedyna, choć jak o tym myślę, to sądzę, że zwariowałem. Przecież mnie zdradziła, zamiast porozmawiać, coś zdziałać, bo można i da się to uratować.
Od kilku dni myślę, co zrobić.
Wyciągam telefon i dzwonię. Do niej.

                                                                                         *

Siedzimy u mnie w mieszkaniu na kanapie. Stwierdziłem, że na taką rozmowę, chce umówić się na neutralnym, prywatnym gruncie. Nie będziemy musieli się hamować, gdy będzie taka potrzeba.
- Nie wiem, od czego zacząć- zaczynam, gdy trwa długa cisza. Drapię się w głowę zakłopotany
i kontynuuje- Minęło sporo czasu i sporo się wydarzyło. Byliśmy ze sobą dość długo, więc nie będę owijał w bawełnę. Tłumiły się we mnie różne emocje, kiedy się rozstaliśmy. Od rozpaczy, tęsknoty do wściekłości kończąc. Zacząłem pić, miałem przygody na jedną noc, moje mieszkanie wyglądało jak armagedon, a ja tkwiłem w tym, bo tak mi było wygodnie. W końcu nie wytrzymałem
i poprosiłem o pomoc. Nie wiem, czy dobrze robię, ale tak czuje, że tak powinienem zrobić. Maju- mówiąc to, łapię ją za te malutkie dłonie i patrzę głęboko w jej oczy. Uważnie mnie słucha- Nie przestałem Cię kochać.Nie umiem bez Ciebie żyć. Bez Ciebie czuję się niekompletny, pogubiony. Nie chcę tak żyć.
- Antek…- mówi i wciąga głęboko powietrze.
- Poczekaj, chcę dokończyć. Obydwoje się pogubiliśmy. Dopiero po czasie do mnie to dotarło. Uciekłem w pracę, był nawał i zapomniałem o tym, co najważniejsze. Nie umiałem sobie tego uświadomić, nie widziałem tego do momentu, kiedy się rozstaliśmy.
Powiem Ci to teraz- wciągam głęboko powietrze i wzdycham.- Na naszym wyjeździe, który się nie odbył… chciałem Ci się oświadczyć. Czułem, że to odpowiedni moment i wiedziałem, że jesteś tą jedyną.
Nastaje cisza. Ona siedzi i nic nie mówi. Jest zszokowana i widzę, że głęboko zastanawia się, co zrobić.
Odchrząkuje i mówi:
- Naprawdę?
Kiwam głową. Łapię się za głowę i zaczyna płakać. Zanosi się płaczem i przyjmuje obronną postawę.
Bez słowa przytulam ją i kołyszę. Nie staram się jej uspokoić, bo płaczę razem z nią.
- Przepraszam- szepcze- Tak bardzo Cię przepraszam. Ja Ciebie też kocham, nawet nie wiesz, jak bardzo. Chcę być z Tobą, ale nie wiem, czy nadal mi będziesz ufał.
- Maja… Oj Maja, tak bardzo Cię kocham. Chcę spróbować, dać nam drugą szansę, choć nie będzie to łatwe. Lecz jesteś dla mnie zbyt ważna, bym mógł Cię zostawić. Ja Ciebie też przepraszam. Pomimo mojej pracy, powinienem poświęcać Ci czas, rozmawiać z Tobą.
- Antek.. Czasu nie cofniesz- obejmuje swoimi rękami moją głowę- Jak nie spróbujemy, nie będziemy wiedzieć, czy udałoby się to jeszcze uratować.
- Spróbujmy- odpowiadam i całują ją stęskniony.







piątek, 27 września 2019

#33 "Kochała, ale porzuciła. Kochał, ale musiał porzucić. Nadal boli i nadal kocha" cz.2


    
Minął już 2 miesiąc od rozstania z Mają- co z tego, nic się nie zmieniło. Nadal za nią tęsknię i nie wiem, co ze sobą zrobić. Co kilka dni przyprowadzam jakąś pannę i zabawiamy się.
A pomiędzy tymi dniami upijam się tak mocno, że budzę się z ciężkim kacem.
Wpadłem w wir- mam urlop, więc wychodzę tylko po alkohol i jedzenie.
Dziś wieczorem próbuje nalać sobie piwo do kubka (wszystkie kufle leżą w zlewie), ale ręka mi się trzęsie i wylewam na siebie i na podłogę.
- Cholera!- krzyczę i idę po ścierkę do kuchni- lecz aby ją znaleźć muszę podnieść kilka stert talerzy, które piętrzą się na stole.
Znajdując to, co trzeba potykam się po drodze o buty i klnę pod nosem. Jęczę z nerwów
i wycieram plamę po piwie. Nalewam pozostały trunek i wypijam jednym tchem. Otwieram kolejne chipsy, biorę kilka, jem i sprawdzam facebooka, instagrama, ale nie znajduję nic odkrywczego.
Rankiem budzi mnie jakaś wiadomość z telefonu, ale ją ignoruję, a po chwili słyszę dzwonek do drzwi.
Kto i czego ode mnie chce?
Wzdycham i chwiejnym krokiem wstaję do drzwi. Mrużę oczy i otwieram.
- Mmm, Oskar, co ty tu robisz?
- Odbiło Ci? I co- chcesz do końca życia się tak zachowywać?- pyta, omijając mnie
w drzwiach.
Wzruszam ramionami i drapię się w głowę zakłopotany.
- Kur**, co to za chlew? Jak ty tu funkcjonujesz?!- patrzy na mnie z politowaniem i zaczyna sprzątać.
Nie wiem, co powiedzieć. Z jednej strony jest mi wstyd, z drugiej mam na to wyrąbane. Po chwili jednak pomagam mu ogarnąć kawalerkę, a po skończeniu wyciągam piwo z lodówki.
- Chcesz?- pytam, odwracając się do niego.
- Nie, obejdzie się. I ty też nie powinieneś. Ciągle pijesz.
- Oj, nie przesadzaj. Świętoszek się odezwał, jakbyś ty nigdy nie pił.
- Na pewno nie w takiej ilości- odpowiada sarkastycznie i próbuje mi zabrać piwo. Nie daję się, więc rezygnuje po chwili i wzdycha.
- Stary, ogarnij się. Tylko tyle ci powiem. Jak chcesz się wygadać, to wiesz, gdzie mnie szukać. Idę na spotkanie z Alą. Na razie- mówiąc to, powoli idzie do wyjścia i zakłada kurtkę.
Patrzę na niego i popijam piwo. Nagle dociera do mnie to co powiedział- w samą porę, już zamykał za sobą drzwi, a ja się odzywam:
- Czekaj, czekaj. Z Alą? Z twoją trzecią ex? Znowu się spotykacie?- marszczę brwi.
- No tak, na razie na próbę. Za tydzień mamy podjąć decyzję, czy chcemy dać sobie drugą szansę, czy rozstajemy się w zgodzie.
- To fajnie- odpowiadam.
- Tak, fajnie. Już muszę lecieć. Cześć.
- Cześć- mówię i w tym samym momencie drzwi się zamykają.
Może ja też powinienem spróbować?- myślę. Nie, to głupie. Zdrada to co innego. Chociaż, może by tak… Nie, nie, nie!
-Ughhhhhhhhh.
Walę w ścianę i łapię się za pięść. To nie był za dobry pomysł.


                                                                        *
“ Słowa milczą, jak najgłośniej
W zimny wieczór, jak na wiosnę
A Ty, przez ulicę znów, nie ostrożnie (nie ostrożnie...)
Biegniesz do mnie tu, do mnie (do mnie, do mnie, do mnie)” *

Znów idę do sklepu- skończył się alkohol, papier i nic nie ma do jedzenia. Ubieram się
w grubą bluzę i zamykam dom. Słucham muzyki przez słuchawki i rozmyślam.

“ - Kocham Cię- szepczę jej do ucha, kiedy leżymy razem w moim łóżku.
Jesteśmy dopiero 6 miesięcy razem, ale kocham ją jak szaleniec. Jest taka słodka, czuła, wesoła. Słodka wariatka.
Uśmiecha się i patrzy na mnie zaskoczona. Ja również mam banana na twarzy. Już tak dawno chciałem jej to powiedzieć.
- Ja Ciebie też kocham, Antek- odpowiada i całuje mnie namiętnie.
A potem się kochamy- jak jak jeszcze nigdy”


“ ( tydzień przed rozstaniem)
- Dlaczego mnie unikasz? Chodzisz Bóg wie, gdzie a potem masz pretensje, że nie spędzam z Tobą więcej czasu. To Ciebie wiecznie nie ma.
- Tak? To ty zawsze musisz przynosić robotę do domu, choć nie ma takiej potrzeby. I do mnie masz pretensje, że wychodzę? A co mam robić- patrzeć jak pracujesz?- krzyczy, wypowiadając ostatnie zdanie.
- Aha, czyli to moja wina, tak? Tylko ja tu jestem winny. A kto nie chce uprawiać seksu? Bo nie mam ochoty, bo zaraz mam okres, teraz mam okres, jestem po okresie, cholera jasna! Nie jestem seksoholikiem, ale też mam swoje potrzeby! Maja, co się z Tobą dzieje?
- Nie wiem, może to ty się zmieniłeś…- mówi, płacząc.
Trzaska drzwiami i zamyka się w pokoju.
Słyszę jak płacze, ale nie chce mnie wpuścić do pokoju.
Zrezygnowany walę pięścią w drzwi i wychodzę z domu. Muszę ochłonąć.”


Wychodząc ze sklepu, widzę ją stojącą z założonymi rękami. Pięknie dziś wygląda. Jak zawsze.
- O! Hej!- mówi i podchodzi do mnie, lecz ja się odsuwam.
- Nie.
- Antek. Proszę, daj mi drugą szansę. Bardzo żałuje, że to się stało. Przepraszam.
- Trochę późno na przeprosiny, wiesz?- mówię i poprawiam ciężką siatę z zakupami.
- Proszę Cię.
- Jesteś nic nie warta! Zdradziłaś mnie, zmieszałaś z błotem, jak myślisz, jak się czuje?
I tak po prostu mam Ci wybaczyć?! Jesteś egoistką!
Patrzy na mnie zszokowana, a dodatkowo jakiś koleś się wtrąca:
- Ej, grzeczniej! To jest kobieta!
- Zdradziła mnie!
- Ale ona ma uczucia…- nie daję mu dokończyć i mówię mu, żeby się odwalił.
Idę do domu szybkim krokiem, ale przed skrzyżowaniem odwracam się za siebie.
Nadal tam stoi.
Czy dobrze zrobiłem?

                                                                        *


“ Jeśli to ostatni w życiu dzień, 
Jeśli jutra nie ma być na pewno
Z każdym łykiem żal mi coraz mniej,
Wiem że dzisiaj tańczysz tylko ze mną” *


Mija dzień za dniem. Panienek już nie chce- liczą się tylko procenty. Wszelakiego rodzaju.
Powoli kasa mi się kończy, na szczęście urlop mi się skończył, to przynajmniej mam za co pić. Wstając już potykam się o masę butelek, ale nie chce mi się sprzątać. Ten stan mieszkania oddaje kwintesencję tego, jak się czuje-  brudny, zaniedbany, wypruty z emocji.
Nie wiem, co myśleć o tym, co się wydarzyło. Są dwie perspektywy tego, dlaczego to się stało, ale żadna nie jest dla mnie właściwa.
Jedna to taka, że to moja wina. Przecież dużo pracowałem, przestałem być tylko dla niej. Liczyła się tylko praca, ciepły posiłek, miły seks i wyjazdy za granicę co jakiś czas.
Druga to, że ona jest wszystkiemu winna. To ona zaczęła późno wracać do domu, tajemniczo się zachowywać, wydziwiać, robić pretensje.
Naprawdę nie wiem. Co ja mam robić?
Nagle zaczyna mnie ogarniać niepokój. Co, jeśli już tak będzie zawsze? Nie chcę tego, choć to takie miłe uczucie, gdy alkohol pozwala mi odpłynąć od smutków i wściekłości. Nagle wpadam w rozpacz. Wyrywam włosy i zaczynam ryczeć. Zanoszę się płaczem i cały się trzęsę. Nie mogę  tak żyć. Nie chcę.
Dzwonię do Natalii, żony mojego nieżyjącego brata.
- Halo?
- To ja, Antek- mówię szeptem.
- Tak, widzę. Co się dzieje?
- Nie wiem, mam już dość. Pomóż mi.
- Gdzie jesteś?
- W domu. Siedzę i nie daję już rady.
- Już jadę. Zaraz będę.
Gdy przyjeżdża otwieram drzwi i wtulam się w nią. Nadal płaczę i trzęsę.
Ona gładzie mnie po plecach i uspokaja. Jak powoli się rozluźniam zaprowadza mnie do kanapy, odgarnia stertę ciuchów i sadza mnie na kanapie.
- Antek, co się dzieje? Powiedz mi. Martwię o Ciebie. Bardzo.
- Nie wiem, Nati. Tęsknię za nią, choć tak bardzo mnie zraniła. Nie chcę bez niej żyć. Jest dla mnie taka ważna. Zawsze była- teraz to wiem- znowu się rozklejam, jak baba.
- Oj Antek- przytula moją głowę do siebie i kołysze się- Jestem tu. Kocham Cię jak brata
i wiedz, że masz zawsze we mnie oparcie. Napisz do niej, jeśli chcesz. Spotkajcie się
i zdecydujcie, co dalej. To, że ty chcesz, nie oznacza, że ona również. Może się ułoży, może nie. Chyba zasługuje na drugą szansę, co?- mówi.
- Tak- odpowiadam, gdy podnoszę głowę- Tak zrobię.
Już chcę wstać, ale ona mnie powstrzymuje. Patrzę na nią pytająco.
- Poczekaj. Uspokój się najpierw i przemyśl to jeszcze raz. Zrobię Ci jakiś ziółek- wyjaśnia
 i wstaje.
- Dzięki- odpowiadam i całuję ją w policzek.
Uśmiecha się i wstawia wodę, potem zaczyna ogarniać mieszkanie podśpiewując.
Fajnie, że tu jest.
Tak bardzo mi jest potrzebna.
Najlepsza szwagierka ever.


* Wykorzystany fragment z piosenki zespołu Video “Wszystko jedno”


czwartek, 30 maja 2019

# 32 "Kochała, ale porzuciła. Kochał, ale musiał porzucić. Nadal boli i nadal kocha" cz.1




-Antek! Zostań, nie odchodź…-krzyczy i płacze Maja.
Moja mała Maja… Kochałem ją, choć nie wiem czy zawsze się nie oszukiwałem.
Po tej zdradzie poznałem jaka ona jest…
Czego jej brakowało?
Miłości? Więcej seksu? Prezentów? Kwiatków? Wyjazdów za granicę? Randek?
To wszystko miała. Kochałem ją, ale nie wiem czy na pewno.
-Za bardzo mnie zraniłaś, żebym miał zostać…-odpowiadam patrząc jej w oczy. Całe zapłakane, pełne nadziei że to się nie dzieje.
A jednak. Też nie mogę w to uwierzyć.
Płacze. Nigdy nie lubiłem jak płakała. Nie mogę teraz tego słuchać, więc biegnę do drzwi, wsiadam na motocykla i odjeżdżam.
Przez całą drogę płaczę.
Tak jestem z tych facetów co płaczą.
Jadę coraz szybciej na autostradzie.
“Co ja robię? Przez kobietę chce się zabić?!” myślę.
Zjeżdżam pierwszym zjazdem i staje obok drzewa. Zdejmuje kask i chowam do bagażnika.
I wtedy to widzę. JEJ kask, prezent urodzinowy ode mnie. Uwielbiała jazdę motocyklem, dlatego go kupiłem. Tak słodko w nim wyglądała…
Zamykam pośpiesznie bagażnik i prawie bym kopnął w silnik, gdyby nie to, że kapnąłem się co chce zrobić.
Wpadam w furię, szybko się uspokajam gdy walę zbyt mocno nogą w pień drzewa.
Oskar.
Mój jedyny ratunek na dziś.
                                                                      *
-Nie miałeś dziś być na wyjeździe z Mają?- pyta, kiedy otwiera mi drzwi. Za jego plecami widzę jego nową- Kasię, Joasię?
Nie wiem, tyle ich miał, że już nie ogarniam.
Drapie się po głowie zakłopotany sytuacją.
-Sorry, że Ci przeszkadzam, ale właśnie z nią zerwałem. Potrzebuje się napić bo jak nie to w końcu spowoduje wypadek na drogę, bo tak jestem wkurzony.
-Okejjjjj- patrzy na mnie zakłopotany i wpuszcza do środka. Jego nowa wstaje z łóżka i zbiera się do wyjścia.
Oskar żegna się z nią i przeprasza. Umawiają się na jutro.
Kiedy wychodzi, pytam:
-Czy wy coś ten tego?
Oskar się śmieje.
-Jakby ci to powiedzieć stary. Chyba to ta. Wolę poczekać.
Śmieje się w duchu.
-Jesteś niemożliwy-mówię-Masz piwo?-pytam zaglądając do lodówki.
Znamy się od 5 lat, mieszkałem tu z nim 4 lata, potem mieszkałem z...Mają. Sama myśl o niej mnie boli jednocześnie i wścieka.
-Mam nawet whisky- mówi z dumą.
Bierzemy i to i to. Po pierwszym piwie dopiero otwieram się na wyjaśnienia, wcześniej nie byłem gotów na powtórkę dzisiejszych i wczorajszych zdarzeń.
-Zdradziła mnie. W naszym łóżku.
Nie zdążam powiedzieć więcej gdy słyszę “O kur**” wydobywające się z ust mojego najlepszego kumpla.
-Wróciłem wczoraj od Ciebie, gdy ich zobaczyłem. Nie znam tego fagasa, ale myślę że musi być nadziany, bo przystojny to on nie jest. Przynajmniej ja tak myślę. Zdziwieni jakby widzieli ducha. Majka wyskoczyła tak szybko z łóżka, jak z katapulty. Zaczęła coś tłumaczyć, ale nie dałem jej nic powiedzieć. Nie chciałem jej w nocy wyrzucać, więc wyprosiłem tego kolesia, razem z ubraniami za próg, trzasnąłem drzwiami i wrzuciłem od razu prześcieradło do pralki. Moja “była” chciała mi to na spokojnie wytłumaczyć, jednak kazałem jej się zamknąć i pójść do pokoju. Sam spałem na kanapie. Wiem głupie, pomimo nienawiści do niej nie pozwoliłbym jej spać na tym gracie. Rano pogadaliśmy, lecz nic nie wiem dokładnie za bardzo. Była bardzo roztrzęsiona. Jak ona mogła?
-Najwyraźniej mogła. I tu sprawdza się to powiedzenie: Jeśli zakochała się w drugim człowieku, to znaczy że nie kochała tego pierwszego tak mocno.
- Nie pomagasz, stary. Skąd znasz takie teksty?- pytam.
- Moja trzecia ex nauczyła mnie, że nie warto być z osobą która podoba ci się seksualnie czy intelektualnie. Musisz ją zaakceptować w każdym aspekcie, w każdej sytuacji. Oczywiście, wkurzają cię pewne sytuacje, nawyki, zachowania. Najważniejsze, by jakoś się do nich przyzwyczaić. Jeśli ich nie umiesz zrozumieć, jest ich za wiele- skończ z tym. I ona to zrobiła.
Wypija do końca piwo i odstawił ze smutną miną pustą puszkę.
-Tęsknisz za nią?
-Cholernie. Dopiero po naszym rozstaniu zrozumiałem, że bardzo ją kochałem. Nie walczyłem, pozwoliłem odejść, bo wiedziałem wtedy że nie mogę siebie zmienić. Teraz wiem, jak głupi byłem tak myśląc. Dla ukochanej można zrobić niemal wszystko. To o co poszło to nie są jakieś wielkie sprawy, ale niestety te małe drobnostki sprawiły, że nie można było powiedzieć, że Ala była szczęśliwa. Długo tak myślałem że tak było. W dniu rozstania zrozumiałem, jaka była prawda. Wpadliśmy w rutynę, byłem zapracowany, oddaliliśmy się od siebie, zaczęliśmy się kłócić, wytykać. Nie tędy droga. Niestety przez stres się na to nie patrzy, nie widzi się wagi problemów. Bo są one małe, sami je powiększamy i wychodzą na wierzch gdy już wybuchają.
- Czy te dziewczyny to odreagowanie?
- Nie wiem. Już byłem w kilku przelotnych związkach, lecz Ala… Ala była inna. Nie spotkałem do tej pory tak inteligentnej, ambitnej i kochającej kobiety. Tak bardzo ją zraniłem. Według niej przestałem się starać. Teraz wiem, dlaczego. Starałem się od święta- na spotkaniach, ważnych wydarzeniach. Kobiety chyba potrzebują tego kontaktu. Później już gdy się widzieliśmy zaczęło się psuć. To nie było to co kiedyś. Zabolały mnie słowa które mówiła do mnie kiedy ze mną się rozstała. Były pełne bólu, żalu i zranionego serca. Pytanie tylko, czy ona nadal by chciała spróbować po tym wszystkim?
-Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana. Pamiętaj słowa Mai. Przynajmniej to wyniosłem
z tego związku.
-Ejjjj- śmieje się Oskar.- Wyniosłeś znacznie więcej. Dowiesz jak zaczniesz spotykać się
 z inną- śmieje się ponownie, podnosząc się z kanapy.

Tydzień później:


Kiedy przechodzę obok mojego ulubionego baru, przypominam sobie dzień, w którym ją poznałem:
“Jestem w barze, poszedłem sam. Lubię bardzo to miejsce, sprzedają tanio piwo, grają dobrą muzykę, a wystrój daje przytulny klimat.
Kiedy podchodzę do baru, widzę dziewczynę w czerwonej bluzce i czarnych spodniach.
Ma na sobie szpilki- elegancka kobieta, lecz raczej nie nad wyraz.
- Hej- podchodzę do pięknej blondynki i uśmiecham się.
- Cześć- mówi, także się uśmiechając.
Jest trochę speszona, ale zainteresowana.
- Jak leci?- pytam.
- W porządku, dziś piątek to przyszłam- mówi, dopijając drinka do końca.
- Sama?- dopytuje, bo nikogo więcej nie widzę przy barze.
- Nie… to znaczy tak- śmieje się- byłam z przyjaciółką, ale musiała wyjść, chciałam tutaj jeszcze posiedzieć, podoba mi się to miejsce.
Ma ładny głos, taki dziewczęcy, choć nie wygląda na niepełnoletnią, pewnie ma gdzieś z 21/22 lata.
- Poproszę tego samego drinka dla tej pani- mówię do kelnera, który podchodzi do nas, by zapytać, czy coś jeszcze potrzebujemy.
Miło nam się rozmawia, złapaliśmy dobry kontakt, a gdy wychodzę, biorę od niej numer.
Spróbuje, bo co mi szkodzi?”
Ponad 3 lata temu poznałem Maję. Myślałem, że ją znam, mówiła mi tak wiele rzeczy, a jak jeszcze ze sobą zamieszkaliśmy, poznawałem nieodkryte dotąd strony…
Miesiąc przed rozstaniem:
“- Dlaczego nie zadzwoniłaś? Mógłbym Cię odebrać, wiesz, że nie lubię, kiedy wracasz po ciemku sama i to na pieszo- mówię, kiedy rozbiera się z płaszcza.
- Wiem- odpowiada nerwowo- Nie chciałam Cię fatygować. Wiem, jak dużo masz pracy, którą nawet zabierasz do domu- krzywi się wypowiadając ostatnie słowa.
- Nie chciałaś fatygować? Nigdy nie robiłem z tego problemu, nawet jak miałem dużo na głowie- mówię zdezorientowany.
- Oj, skończ już. Nie zadzwoniłam, trudno, zadzwoniłam po taksówkę. Nie wydałam za dużo- wzdycha.
- Gdzie tak w ogóle byłaś?
- U koleżanki- mówi od niechcenia- Nieważne, idź już spać, jutro wcześnie musisz wstać do pracy, ja się wykąpię i zaraz do Ciebie dołączę.
Nie mogłem usnąć, gdy wyszła spod prysznica. Nie zrobiła tego, co mi powiedziała wcześniej. Gadała z kimś przez telefon, była zdenerwowana. Pomyślałem, że pewnie ktoś z pracy nagle kazał jej znaleźć jakąś umowę, którą przyniosła wczoraj wieczorem, by na spokojnie przejrzeć w weekend.
To często się zdarzało.”
Jaki ja wtedy byłem głupi. To z nim od kilku miesięcy gadała po kryjomu wieczorami, kiedy ja szedłem spać...

Wracając ze sklepu osiedlowego z pełną reklamówką zakupów, idę zamyślony do domu. Staram się
o niczym nie myśleć, ale wydarzenia ostatniego miesiąca nie dają mi spokoju. Skręcam jak zawsze
w prawo, ale zderzam się z kimś. Tą osobą jest Maja.
- Hej, sorry, nie patrzyłam, jak idę- mówi, wyjmując słuchawki z uszu.
- Hej, to też moja wina, zamyśliłem się.
Stoimy w niezręcznej ciszy. Walczę z chęcią przytulenia jej, pocałowania w czoło, jak zawsze, gdy się witaliśmy. Z drugiej strony mam ochotę ją minąć, życząc wszystkiego najlepszego, ale nie potrafię przejść obok niej obojętnie. Boli mnie serce, ale sam nie wiem, co chciałbym zrobić.
- Co słychać?- wreszcie się odzywa Maja.
- Nic takiego, praca, praca, dom i tak w kółko- odpowiadam i wzruszam ramionami.- A co
 u ciebie?- dodaję.
- W porządku, jakoś żyje- mówi, uśmiechając się lekko.
Patrzę na nią- jak zawsze jest piękna. Dziś ma na sobie szarą kurtkę, koszulę w kratę, czarne spodnie i szpilki- czerwone, z którymi mam dobre wspomnienia. Skręca mnie
z zazdrości, że tamten ma ją ot tak. Teraz czuję, jak bardzo za nią tęsknię.
- Spieszę się, idę na spotkanie z pracy- niepotrzebnie się tłumaczy- Życzę Ci wszystkiego najlepszego Antek, naprawdę- wypowiadając ostatnie słowa, przytula mnie.
Jestem sparaliżowany, nie spodziewałem się tego, lecz po chwili także ją obejmuję.
Walczę z uczuciami, przytulamy się dłuższą chwilę.
- Przepraszam, nie powinnam- mówi speszona i poprawia kurtkę.
- Nie musisz. Ja Tobie również życzę wszystkiego najlepszego, Maja- mówię i uśmiecham się szczerze.
Gdy już jestem w domu, siadam przed telewizorem z piwem w ręku. Patrzę się  na ekran, który nadal jest czarny.
Upijam łyk z kufla i wzdycham.
Tak bardzo za nią tęsknię.
Miesiąc po rozstaniu:
Dni mijają, każdy wygląda tak samo- praca, dom, praca, dom. Ewentualnie Oskar wpada co jakiś czas, by nie było mi samotnie. Pomimo tego, że go lubię, jest moim najlepszym kumplem i tak dalej, ale wkurza mnie to, że traktuje mnie jak dziecko, które straciło przedwcześnie mamę. Przynajmniej tak się czuje. Choć… mam z tego korzyści- piwo za darmo, czasem i kolacja (lunch mam zapewniony w pracy- luksus!), także nie jest najgorzej. Ale… czuję się wtedy nadal samotny, jakbym po Mai nie miał normalnego życia.
To dziwne, jak bardzo zmienia się twoje życie, kiedy dzielisz je z inną osobą. Już nie masz swojego życia, jest wasze życie, a osobne tylko wtedy, gdy nie jesteście obok siebie.
To nie odkrycie, ale dopiero teraz do mnie dociera, że zyskałem dużo, mieszkając z nią, ale zabrano mi także wiele- prywatność, niezależność, kubki, a nawet kołdrę.
Już pierwszej nocy nie była już moja. Chlip. (Na marginesie- Majka uwielbiała spać w kokonie, a ja przez pół roku marzłem w nocy, nie wysypiałem się, aż moja była wpadła na to, że mi zimno podczas snu i kupiła nową kołdrę- ale dla siebie, niestety dostałem tą cienką i starą. Ehhh.)
Brakuje mi jej. Cholernie.
Tego buziaka przy śniadaniu.
I tego przy robieniu kolacji.
A najbardziej tego po seksie, tuż przed snem.
Brakuje mi tych wieczorów, kiedy robiła wyjątki i oglądała ze mną mecze, jedząc przy tym mnóstwo słonych przekąsek.
I tych wieczorów, kiedy przerywała mi film lub program, bo chciała ze mną się kochać. Już teraz, no nie bądź taki Antek!
I tych weekendowych poranków, kiedy całe przedpołudnie spędzaliśmy w łóżku, bo wtedy mieliśmy najwięcej czasu dla siebie.
Ale to jej mi najbardziej brakuje- jej ciała, uśmiechu, śmiechu, ust- jej całej.
Wróć.


Kocham i nie cierpię, tęsknię i nie chcę tęsknić. Błądzę myślami, gubię się w uczuciach.
Chciałbym nie czuć, zapomnieć, wyjechać i zacząć od nowa. Tak się nie da.
Nocami czasem nie śpię, rozmyślam, co by było gdyby.
Nie wiem, co robić, biję się z myślami, czy umiałbym wybaczyć i nadal być z nią.
Bo życie bez niej nie ma takiego tonu, barwy, energii. Jest puste, szare, szybkie.
Ona pozwalała mi zwolnić, unieść się ponad ziemię. Pozwalała mi żyć.
Bez niej nie umiem oddychać. Duszę się, dławię, ale nie mam żadnej pomocy.
Brakuje mi powietrza. Zasypiam. Budzę się. Próbuje złapać oddech, odbić się od dna, nie potrafię.
Po prostu nie potrafię!
Ludzie mnie widzą, ale nie to, co siedzi w środku.
Wracam do domu, wybucham, walę w ścianę, oddycham, czasem jadę motocyklem kilka kilometrów od domu, wracam, uspokajam się, czasem pije piwo i idę spać.
Nie tak chyba powinno wyglądać życie. No nie tak.

wtorek, 5 grudnia 2017

#31 Najważniejsze, aby w najgorszych chwilach mieć przy sobie przyjaciela ~długa historia

Życie jest takie… nieprzewidywalne. Na początku  jest usłane szczęściem, a kiedy dorastamy
 i pojawiają się problemy… dostrzegamy, jakie jest szare i okrutne. Po wielu latach, kłótnie
o zabawkę czy płacz z powodu nadmiaru obowiązków wydają się takie nierealne- w czasach dorosłości chciało by się mieć takie problemy… Gdy jest cały czas dobrze, zapewniam Ci,
że nadciągają te czasy złe- zbliżają się wielkimi krokami i czasami nie odchodzą, i zostają na dłużej…
I właśnie tak samo było ze mną i moim (już prawie byłym) chłopakiem, Arkiem.
Nasz związek był pełen zawirowań, choć nic na to nie wskazywało, że tak będzie…
Poznaliśmy się w barze, grał wtedy na gitarze wraz ze swoim zespołem, uśmiechnął się do mnie
w czasie występu, a po nim  poprosił o  numer telefonu. Niby zwykłe spotkanie, ale zmieniło moje życie…
Gdy zaczęliśmy się spotykać, poznałam jego prawdziwą twarz. Nie był milusi z wielkim serduchem, pozory mylą.  Miał przede mną wiele tajemnic, a do tej pory (choć minęło już
 5 lat) nie poznałam żadnego członka jego rodziny. Arek był tajemniczy, nieprzewidywalny, lecz pewnego dnia posunął się do tego stopnia nieprzewidywalności, że mnie pobił... za nieposłuszność.
Natomiast jego znajomi… ci to byli z innej bajki. Nazywali mojego (prawie byłego) chłopaka Wąs- od nazwiska, Wąsowski. To był jego znak rozpoznawczy, gdziekolwiek byliśmy, każdy znał „Wąsa”. Ja go tak nie nazywałam, ale reszta nie mówiła inaczej do niego.
Niestety mieszkałam u niego od 2 lat, przez co nie miałam własnego życia. Traktował mnie jak dziecko, jak swoją własność. Czułam się jak kura domowa z gromadką dzieci, choć dzieci nie mieliśmy…
Przez ostatnie lata Arek jest inny, choć zawsze był agresywny, to odkąd z nim zamieszkałam, był jeszcze gorszy.

czwartek, 18 maja 2017

#30! Ludzie nie płaczą dlatego, że są słabi. Płaczą, bo byli silni zbyt długo.

Nie byłeś obecny w moim życiu przez dłuższy czas.
I nagle się pojawiłeś
Nie wiadomo dlaczego i po co
Dopiero po pewnym czasie zrozumiałam- pojawiłeś się po to, by zniszczyć mnie i moje życie.
Nie było mi do śmiechu,
ale Tobie owszem.
Nadal nie wiem, co mam ci powiedzieć,
kiedy mówisz „przepraszam”.
Co mam ci odpowiedzieć??
Że jest dobrze, że jest ok?!
Nie, nie jest.
Zrozum to wreszcie!
Odkąd ty się pojawiłeś, nie było dobrze.
Było cholernie trudno.
Pomieszałeś mnie z błotem…
Ale wiesz co?

czwartek, 11 maja 2017

Powracam? Dlaczego mnie nie było?

Hej, hej!
Jest tu kto?
Wiem, wiem, jak patrzę na datę ostatniego postu to dłuuuuuuuuuugo mnie nie było.
Wstyd mi bardzo z tego powodu, ale wiem, że nawet moje poniższe tłumaczenia nie usprawiedliwią mojej nieobecności.


A więc... moim pierwszym powodem i najważniejszym, była sytuacja życiowa, w jakiej się teraz znalazłam. Przygotowania do matury, stres, nauka, nauka, nauka i w końcu matura. Został mi jeszcze jeden egzamin ustny i jestem wolna!! :)
Drugim powodem było brak weny... Niestety, najczęściej na okres jesienno-zimowy cierpię na brak weny twórczej, ale na przyjście wiosny przychodzi mi masę pomysłów, a czasem same przychodzą mi w niespodziewanych momentach do głowy! :)
Czy jest trzeci? Hmmm, tak. Brak chęci i jakiekolwiek motywacji, czasem nawet wyrzuty sumienia, że będę robić coś, co nie powinnam- czyli pisać, zamiast się uczyć. SŁABA wymówka, no nie?

środa, 24 sierpnia 2016

#29 Życie to kreowanie siebie- Gimnazjum, czyli moje próby walczenia z nieśmiałością


Podstawówka już za mną. Uff.
Teraz gimnazjum.
Nowi ludzie, nowa szkoła. Nie przerażało mnie to aż tak bardzo, pomimo tego, że niewiele osób
 z mojej klasy szło tam, gdzie ja.
Ja wybrałam gimnazjum nie to najlepsze-  tylko te, co blisko.
Po co miałam kombinować?
To tylko gimnazjum. Inne, bardziej znane, było dla mnie straszne, a przynajmniej nie czułabym się tam dobrze. Ja po prostu to wiedziałam, czułam to- że chcę iść do Gimnazjum nr 6.
Okey.
 Wrzesień nastał, szłam z moją koleżanką na rozpoczęcie roku szkolnego. Dumna, że idę do gimnazjum, szczęśliwa, że poznam nowe koleżanki, nowych kolegów, nowych nauczycieli.
Ciekawa nowych zagadnień, przeżyć, przygód, a może upragnionej przyjaźni?

1 klasa była próbą, poznawaniem siebie nawzajem, zdobywanie nowych relacji, sporo nauki,
ale nadal… ta NIEŚMIAŁOŚĆ
.

Ona mnie zabijała. Nie pozwalała mi cokolwiek powiedzieć, wyrazić swoje uczucia, odmówić czegoś, zrobić coś na swoje możliwości. Była moją ścianą, przez którą ludzie przenikali, ale nie potrafili jej zburzyć, by mnie wydostać.
Jeszcze te docinki moich kolegów „O, Asia się odezwała”, a Asia to a Asia tamto.
Z  niektórych się śmiałam, ale tak naprawdę mnie wkurzały i powodowały blokadę do otwarcia się.
Było już tak do końca gimnazjum.

wtorek, 23 sierpnia 2016

#28 "Wakacje"


Nie powiem więcej nic, co by uwagę przykuć mogło. Nie powiem, bowiem nic do powiedzenia więcej nie mam. Kończąc już naprawdę dodam tylko, że coś zadziać się musi, by wspominając te wakacje mówić „nawet fajnie było”

piątek, 22 lipca 2016

#27 "Kocham Cię, ale tak inaczej"

NIC NIE JEST IDEALNE, TA HISTORIA TEŻ NIE, NIE JEST DOPRACOWANA, ALE NIECH TAK ZOSTANIE :)
***

„Pamiętam, kilka lat temu
Ktoś powiedział mi, że powinnam być
Ostrożna, gdy chodzi o miłość
Tak zrobiłam , zrobiłam”

Gdy skończyłam już czytać książkę, postawiłam ją koło innych książek na półce.
Przejechałam ręką po  ich grzbietach.
Książki są niesamowite. Opisują życie. Czasem nawet osoba, która to czyta….
Mam pytanie, czy my, czytelnicy  boimy czytać „swojej” historii, napisanej przez kogoś zupełnie obcego, jednak tak bliskiego naszemu sercu i naszym uczuciom, jakby przenikał przez nas samych?
NIE. Odnajdujemy tam samych siebie, mówimy: „Ale wtedy głupia/głupi byłem/byłam.” Rozwiązujemy problemy dzięki KSIĄŻKOM. I choć niektórzy autorzy tych „naszych biografii” nie żyją, chciałoby się ich spotkać i powiedzieć: „Dziękuję”.
Ja czytając książkę przenoszę się do niej. Czuję to, co oni. Płaczęrazem z nimi i śmieję się razem
z nimi. Jestem jakby obok nich.
Podeszłam do drzwi. Niepewnie przekręciłam klucz, tak abym mogła wyjść.
Dlaczego niepewnie?
Bałam się, że nawiedzi mnie inwazja obcych…
Tak, ja i moja bujna wyobraźnia. Jak zwykle mnie zawodzi.
„Ale dałabym z nimi radę”- pomyślałam.
Za dużo czytam książek, o wiele za dużo.
Zamknęłam cicho drzwi i szłam korytarzem.

wtorek, 19 lipca 2016

#26 "Życie to kreowanie siebie"~ Podstawówka, czyli początki początków, trudnych i niezrozumianych

Przepraszam, że to tak długo trwało ;)
---------------

Rodzice zawsze mi opowiadali, że jako dziecko była bardzo radosna, aż  zarażałam swoim śmiechem wszystkich wokół; w sumie, jak każde małe dziecko- przecież wtedy jeszcze nie dotyka nas zło otaczającego nas świata. Rodzice stworzyli mi dom, o którym marzy każde niechciane dziecko. Mama gotowała pyszne obiady, zabierała nas- mnie i mojego młodszego brata-do swoich koleżanek, gdzie też  były małe dzieci i mogliśmy się bawić.
Tata kupował mi książeczki ze znanymi bajkami, które w wieku 4 lat ku zdziwieniu rodziców umiałam na pamięć, a wszyscy myśleli, że umiem już czytać. Chodził do pracy na popołudnie, dlatego kiedy opiekował się nami często wymyślał śmieszne zabawy, np. zamieniał się w Chińczyka, który nam gotował albo nauczyciela, który uczył nas tabliczki mnożenia czy liter.
Pomimo .kłótni i bijatyk z moim bratem nie wyobrażam sobie bycia jedynaczką, nawet jeśli miałabym za to lepsze zabawki i lepszą elektronikę teraz. On młodszy ode mnie o 3 lata,
Od małego był zawsze tym silniejszym, mądrzejszym i bardziej cwanym.  Mam wrażenie, że urodził się ze specyficznym poczuciem humoru i używa go przy pierwszej lepszej okazji, rozbawiając przy tym całe towarzystwo. 

Ja chciałam iść do szkoły, wcale się tego nie dziwię, bo nie miałam kolegów i koleżanek koło swojego domu, a jak już miałam , to tylko u babci, kilometr dalej od swojego domu.
Potrzebowałam kogoś równego mi, z którym mogłabym dzielić swój czas spędzając wspaniałe chwile swojego dzieciństwa.

czwartek, 30 czerwca 2016

#25 PORADY- Zdrowy i szybki sen- jak to zrobić?

Czasami jest tak, że pod wpływem depresji, problemów, nie możemy usnąć.
Ja też kiedyś miałam z tym problem, ale udało mi się to zwalczyć.

Światło!

Ono też jest ważne!- Mózg rejestruje dużą ilość światła, jako znak dalszej pracy, dlatego ograniczcie parę godzin przed snem ilość światła.

Porządek!
Jeśli piszecie coś przed snem albo pracujecie przy komputerze, itp. powinien w tym obszarze panować ład- niekoniecznie porządek perfekcyjny.

Nawodnienie!
Jeśli wasz dzień był stresujący, wypijcie miętę, melisę albo herbatę. Coś, co was uspokoi.

Posiłek!
Kolacja nie może być zbyt tłusta. Najlepiej nabiał. Jest pełno przepisów na dobre i zdrowe kolacje.

wtorek, 28 czerwca 2016

#24 "Pamiętaj te chwile, gdy serce mocniej bije cz.3 (ostatnia)

Mecz się zaczął, a ja nie wiedziałam, jak zagadać Luca, aby nie siedział razem ze wszystkimi. Wyciągnęłam, więc swoją najlepszą broń- podpuściłam go pod pretekstem pomocy w kuchni,
 gdzie szykowałam przekąski na wieczór.
- A co chciałabyś robić?- zapytał, łapiąc haczyk.
-No nie wiem, a masz jakiś pomysł?- spytałam, patrząc mu w oczy.
Jak się uśmiechał, aż oczy mu się świeciły, a ja wtedy czułam, że mnie przejrzał.
- Sophie, ty to jednak jesteś przekonywująca- mówił.
Poszliśmy jednak na górę, obejrzeliśmy film przytuleni do siebie. Ja jednak szybko zaczęłam się nudzić, więc Lucas wyciągnął wszystkich na imprezę, na której bawiliśmy się świetnie.
- Jaki jest ten Harry?- zapytałam się Moni, kiedy szykowaliśmy się do spania, kiedy tylko wróciliśmy
 do domu.
- No cóż. Ma fajny charakter, ale nadal nie mogę go rozgryźć- mówiła, zmazując makijaż.
- Też to zauważyłam. No cóż, najwyraźniej trzeba go poznać.
- A ty jak tam z Lucasem?
- Myślę, że idzie wszystko w dobrą stronę.

niedziela, 26 czerwca 2016

Otwieram nowy cykl!

Z powodu, że są wakacje otwieram nowy cykl z przemyśleniami, wspomnieniami.
Będzie ciekawie!
Czekajcie :))!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

#23 "Wracać czy nie?"


Czasem lubię się zatrzymać.
Obejrzeć się wokół siebie i zobaczyć,
jaki świat jest dookoła.
Chcę zostać? Chcę.
Chcę wracać? Nie chcę.
Ale zostanę.

niedziela, 19 czerwca 2016

#22 "Pamiętaj te chwile gdy serce mocniej bije" cz.2

Tą część dedykuje mojej przyjaciółce Monice. Dzięki, że czytasz :*
-------
Tydzień później poszłam na rozmowę kwalifikacyjną i zostałam przyjęta na okres próbny.
Bardzo ciężko pracowałam, aby utrzymać tą pracę, ponieważ bardzo mi zależało.
 U chłopaków bywałam rzadko, pracowałam do późna w salonie odnowy i wracałam zmęczona
do domu,  aby się przespać.
Jednak w czasie pracy ciągle myślałam o Lucasie. Wiedziałam dobrze, że znałam go bardzo krótko, aby być w nim zauroczona a tym bardziej zakochana, lecz gdy tylko go widziałam, czułam ścisk
w żołądku i nie wiedziałam, co powiedzieć. Zachowywałam się dziwnie, tak jak nie ja.
Gdy udawało mi się w weekendy zagościć u sąsiadów, czułam się spięta i niespokojna,
gdy byłam blisko niego. Stwierdziłam, że potrzebna mi przerwa. Dlatego nie odwiedzałam ich przez 2 tygodnie. 
W sobotę pod moje drzwi zawitał Liam. Zdziwiłam się na jego widok, jednak wpuściłam
go do środka, proponując mu kawę.  Chwilę siedzieliśmy w milczeniu, aż nagle odezwał się:
- Przyszedłem, żeby Ci powiedzieć, że chłopaki zapraszają Cię na wspólne spędzenie wieczoru.
- Chłopaki powiadasz? Na wspólne spędzenie wieczoru?- zaśmiałam się, gdyż to
zabrzmiało tak oficjalnie.
Patrzył na mnie zdumiony. Jednak po chwili zrozumiał moje zachowanie, bo sam zaczął się śmiać.
- Chłopakom bardzo zależy. Wpadnij, prooooszę.
- Przyjdę, jasne. O której mam się zjawić?
- 20 będzie ok?
- Jasne- powiedziałam i odprowadziłam go do drzwi, gdyż chciał już wychodzić.
Nadal sytuacja wydawała mi się dziwna, no ale cóż, zostałam zaproszona, a w głębi serca cieszyłam się, że go znów zobaczę i rozerwę się choć na chwilę.

piątek, 17 czerwca 2016

#21 "Pamiętaj te chwile, gdy serce mocniej bije" cz.1

           
Właśnie stałam przed lotniskiem w Londynie, czekając na taksówkę. To tu chce zacząć swoje dorosłe życie. Nadjechała taksówka. Pospiesznie weszłam do pojazdu.
Przez całą drogę zastanawiałam się, jak będzie wyglądał mój nowy dom.
Myślałam także o pracy, a to, że interesowałam się modą postanowiłam iść w tym kierunku. Chciałam bardzo zostać stylistką.
Byłam już na miejscu. Zapłaciłam kierowcy i wyszłam z taksówki.
 Moim oczom ukazał się piękny dom jednopiętrowy. Mój własny, pierwszy dom. Otworzyłam drzwi, w domu dominowały ciepłe i jasne kolory- byłam zachwycona wnętrzem
 i podekscytowana, że mam coś na własność.
W salonie był duży telewizor z kinem domowym i narożna kremowa kanapa. Była duża kuchnia
 i łazienka. Na piętrze była sypialnia z dużym łóżkiem obok garderoba i łazienka. Przez sypialnię mogłam wejść na balkon, gdzie zobaczyłam, że w domu obok jest też taki sam balkon i w tym samym miejscu. Po obejrzeniu domu wzięłam gazetę i położyłam się na leżaku w stroju kąpielowym szukając w gazecie pracy. Nic nie znalazłam. Zrezygnowana nałożyłam okulary przeciwsłoneczne
i zaczęłam się opalać. Za płotem usłyszałam jakieś krzyki.

czwartek, 16 czerwca 2016

#20 "Życie to ciągła wal­ka do której trze­ba się dob­rze przygotować."

Łyknęła chyba trochę za dużo tych tabletek, ponieważ sunęła się na ziemię i leżała tam nieprzytomna.
Mogła wreszcie wrócić do niego… chociaż w wyobraźni…
-Mała, to nie koniec. Obiecaj mi to. Będziemy razem - szepczę.
Otworzyłem oczy. Otarłem ręką pot, który nagromadził się na moim czole.
Ten sen był straszny, na szczęście to nie była rzeczywistość. Leżałem w jakimś pomieszczeniu.
Po chwili zorientowałem się, że jestem w szpitalu, a na łóżku obok leżała Julia. Czyli sen był na w pół prawdziwy. Uszczypnąłem się, aby nabrać pewności. Tak! To był tylko sen.
Usłyszałem cichy płacz Julii. Podniosłem się z łóżka. Nie spodziewałem się, że tak szybko się obudzi. Poszedłem do łóżka od jej strony, ukucnąłem i dotknąłem jej policzka.
- Julcia, czemu płaczesz?- spytałem.
- Miałam..- mówiła, powstrzymując płacz- straszny sen.
Wstała do pozycji siedzącej i dopiero wtedy zobaczyłem, w co jest ubrana. Miała na sobie białą bawełnianą koszulkę i różowe krótkie spodenki w szare paski.
Usiadłem koło niej i objąłem ją ramieniem.
- Co ci się śniło?- spytałem szeptem, ocierając kciukiem jej łzy, które pojawiły się na policzkach.
- Pamiętasz, jak zemdlałam?- powiedziała, a ja kiwnąłem głową- wtedy obudziłam się w szpitalu. Wszystko było ok, gdyby nie to, że byłam 15-latką. Boże, to było straszne- schowała twarz w dłoniach.
- Kochanie, to był tylko sen- powiedziałem i pocałowałem ją w czubek głowy.

wtorek, 14 czerwca 2016

#19 "Miłość nie jest skar­bem, który się po­siadło, lecz obus­tron­nym zobowiązaniem."

Czasem zastanawiam się, co by było gdyby…
Jednak potem myślę, że po co tak rozmyślać, jeśli i tak nie cofniemy czasu?
Nie jestem perfekcyjna i także popełniam błędy.
Ostatnio rozstałam się z narzeczonym, którego kochałam. Uświadomiłam to sobie, gdy powiedziałam:
 „To koniec” i wyszłam z walizką z naszego mieszkania. Ale wtedy było za późno, aby się wycofać z tej decyzji…
Gdy minął  tydzień zadzwonił do mnie przyjaciel Jacka, który oznajmił mi, że mój były narzeczony jest
w szpitalu. Jest ciężko chory i w każdej chwili może umrzeć.
Płakałam całą noc. Nie wiedziałam, co mu mam powiedzieć, kiedy przyjdzie mi spojrzeć mu w oczy.
Podjęłam pewną decyzję i dopiero wtedy mogłam spokojnie usnąć.
Następnego dnia poszłam do niego do szpitala. Wyglądał strasznie. Chudy, blady, podpięty kabelkami, które podłączone były do różnych urządzeń. Długo stałam, patrząc się przez szybę na niego. Spał. Bałam się tam wejść- ostatnim razem był wściekły i nie chciał mnie widzieć nigdy więcej.
W końcu odważyłam się wejść do pomieszczenia. Obudził się, gdy  tylko otworzyłam drzwi.
Popatrzył na mnie i uniósł prawą brew do góry. Spodziewałam się innej reakcji- myślałam, że będzie wrzeszczał albo coś, ale najwyraźniej choroba go zmieniła.
- Amy, co tu robisz?- spytał mnie niemal niesłyszalnie.
- Ja… przyszłam do Ciebie. Już wiem o tym, dlaczego tu jesteś.
Spuścił wzrok.

sobota, 11 czerwca 2016

#18 "W tym cho­ler­nym życiu pot­rzeb­na jest miłość. Bez niej jest wie­czna pus­tka, która du­si, za­bija, męczy. I wte­dy nie można być sobą."

Czekam na opinie.:)
------------
Pustka.
Tęsknota do drugiej osoby.
Patrzę na zdjęcie stojące na szafce nocnej. Nie mogę pojąć, dlaczego ten, co stoi obok mnie tak po prostu mnie zostawił. A zawsze powtarzał, jaka jestem dla niego ważna. Jako przyjaciółka…
 Na tym zdjęciu…
My uśmiechnięci, patrzymy na siebie. Ja i...On- nie umiem wypowiedzieć jego imienia choćby w myślach.
To nadal boli, choć minął  już rok.
Nieprzespane noce, potok łez wylanych w poduszkę. Kilka razy dziennie potrafiłam patrzeć się w telefon, czy nie ma od niego nieodebranego połączenia, w którym by przepraszał, ale ani razu nie zadzwonił, by przeprosić, wrócić. A może choćby SMS? Nie. Nic nie zrobił. Zupełnie nic.

Siedziałam zamknięta w swoim pokoju- ja i cztery ściany. W dodatku zielone. Zielony to kolor szczęścia.  Cholernego szczęścia.
Mam dość! Jakie jest to szczęście, kiedy wszystko się wali? Gówniane, nic nie warte.
On wszystko zniszczył. Z dnia na dzień powiedział, że dalej tak być nie może. Zakończył naszą przyjaźń, grzebiąc ją w najgorszej ziemi. Jednym gestem i słowem.
 

czwartek, 9 czerwca 2016

#17 "W życiu jest ważne to co w duszy gra a nie to co na zewnątrz świeci"


Wracam do was z nowością, odnowionym po latach opowiadaniu. 
Mam nadzieję, że spodoba Wam się ta historia. Zapraszam do szczerego komentowania. Bardzo mnie motywuje i jest do dla mnie ważne.
Zbliżają się wakację, więc mam nadzieję, że niedługo pojawię się z czymś odnowionym albo
i nowym ;)??
-----
Już niedługo wychodzę za mąż. Tak, mam faceta- najlepszego pod słońcem.
 Ten najwspanialszy dzień  w moim życiu miał odbyć się  już za miesiąc. 
Poznałam mojego Janka będąc na imprezie u mojej starej znajomej pod Wrocławiem. Pamiętam jak był ubrany i co opowiadał mi, jak schowaliśmy się na tarasie, popijając tanie wino. Był zabawny, miły, czuły, zrobił na mnie niesamowite wrażenie. Najwyraźniej ja także, bo już 2 dni później umówiliśmy się na pizzę.
W sumie rok później oświadczył mi się, kiedy byliśmy na wyjeździe w górach. Było romantycznie, tak jak to sobie wyobrażałam.
Aż do dziś nie mogłam uwierzyć, że ten czas tak szybko mija. Niedawno pisałam maturę, a teraz jako 24-latka patrzę na kalendarz zawieszony na kremowej ścianie, gdzie zapisane jest „Mój wieczór panieński”.
Do tej pory nie wiem, gdzie odbywa się ta cała impreza- ostatnia, jako singielka. Próbowałam wymusić na moich przyjaciółkach- Ani i Oli, lecz były nieugięte. A najbardziej była uparta Ania.
Zapytacie się, kto  jest tym jedynym? Nie jest gwiazdą, ani znanym projektantem, pracuje jako kelner w kawiarence. Praca jest dobrze płatna, Janek  jest z tej pracy zadowolony, a to najważniejsze.